czwartek, 15 czerwca 2017

Cooltura poszła w las! Ulubiona sukienka i pierwszy lookbook.




Bardzo drażliwa sytuacja następuje wtedy, kiedy chcesz zrobić ładne zdjęcia, ale nie masz figury modelki, twarzy aktorki, a pozy które każe robić Ci fotograf- amator (Pan Mąż) bardziej nadawałyby się do nowej odsłony nocy kabaretowej, niż sesji zdjęciowej. 
Naoglądała się Instagrama, gazet i teraz wydziwia... - zapewne te słowa przeszywały głowę mego lubego, kiedy zniechecony moimi wykrzyknikami miał ochotę wrócić do domu. Warto było pokrzyczeć, skoro to go zmobilizowało do spojrzenia na moje fanaberie zupełnie inaczej.
Po wielu, naprawdę wielu nieudanych zdjęciach następuje przełom! 
Jest pierwsze zdjęcie, które wywołuje na naszych twarzach uśmiech. Jest pierwszy pisk radości i pierwsze buzi na zgodę. Nawet natrętne komary i meszki przestają być przeszkodą. Zaczyna się skakanie, chodzenie, pomysły napływają same do głowy i tak powstaje ten post.
Nadal z uśmiechem na ustach i z dumą mogę przedtawić dzieło Pana Męża.

Bolku, dziękuję!











sukienka- F&F tesco, buty- CCC, torebka- Sinsay


Będzie mi miło jeśli zostaniesz ze mną dłużej :). Zostaw po sobie ślad.

środa, 7 czerwca 2017

Świetny efekt w niskiej cenie- Lash Plumping Mascara i Lash Primer od Golden Rose

Święta prawda jest taka, że wytuszowane rzęsy potrafią zmienić spojrzenie. Sama gdybym miała wybrać produkt kosmetyczny, który całkowicie zrewolucjonizował moje spojrzenie na kobiecość, to byłby to tusz do rzęs. Jeszcze jako nastolatka po kryjomu tuszowałam rzęsy odżywką, aby chociaż troszkę zmienić swój wygląd. Kiedy zaczęłam używać tuszu do rzęs zauważyłam, że moje oko wydaje się być większe, a rzęsy są całkiem długie i podkręcone. Nie mogłam się rozstać z tuszem i każdego poranka malowałam swoje rzęsy. Jestem posiadaczką dosyć jasnych wachlarzy, więc czarny tusz naprawdę zmienia moje oblicze!  

Na początku maja otrzymałam do testów dwa produkty firmy Golden Rose. Test odbywał się dzięki stronie Kobieta Mag. Zgłosiłam się do niego, ponieważ sama na co dzień wykonuję makijaż i lubię poznawać nowe produkty, a dodatkowym plusem jest fakt, że są to Nowości! Z marką Golden Rose miałam styczność za sprawą ich osławionych, wręcz już kultowych, matowych pomadek. Uwielbiam je! Kolory 10 i 20 nadal są w mojej kosmetyczce i używam ich z przyjemnością. 


Pierwsze wrażenie może być mylące... Obydwa produkty wyglądają dosyć prosto i klasycznie, a opakowania wykonane są plastiku. W zasadzie, to można to ująć tak: nie wyróżniają się na tle innych marek. Kolorystyka opakowań jest czarno- biała. Podobał mi się fakt, że tusze były zafoliowane, przez co miałam pewność, że ja pierwsza je otwieram. Niestety jest to wciąż problem pojawiający się w wielu drogeriach. Produkty przed wystawieniem na półkę są rozpakowywane, lub nie posiadają folii ochronnych od producenta. Wiele razy zdarzyło mi się kupić wyschnięty tusz lub eyeliner, który przestał malować po upływie kilku dni. Was też to irytuje?

Myśląc o formule i zastosowaniu mogę napisać, że obydwa produkty wywarły na mnie pozytywne wrażenie i z chęcią się nim podzielę. Ich aplikacja jest prosta i są to produkty trwałe, utrzymują się na rzęsach przez cały dzień i nie kruszą się, ani nie osypują. Zwracam na to szczególną uwagę, ponieważ mam wrażliwe oczy.

Lash Primer ma za zadanie przygotować nasze rzęsy przed pomalowaniem ich tuszem. Na stronie Golden Rose można wyczytać, że producent zaleca pomalować rzęsy tuszem tuż po nałożeniu primera. Dzięki temu rzęsy będą utwardzone razem z mascarą i wygodniej się ją nakłada. Rzęsy po Primerze są sztywne, a plusem jest niezaprzeczalnie fakt, że staje się on niemal przezroczysty po kilku chwilach od aplikacji. Nie musicie obawiać się efektu białych rzęs. Lash Primer zawiera prowitaminę B5, witaminę E i pochodne białka, które mają na celu odżywić, nawilżać i poprawiać kondycję naszych rzęs. Zauważyłam, że po miesiącu jego stosowania moje rzęsy są nieco dłuższe i przestały się kruszyć. Opakowanie o pojemności 9 ml, można zakupić w cenie 14,90 zł na stronie producenta lub w punktach sprzedaży bezpośredniej.  



Lash Plumping Mascara w kolorze czarnym, to tusz który wyposażony został w wielką szczoteczkę o klasycznym kształcie. Opakowanie jest plastikowe, czarne i nie wyróżnia się szczególnie, ale jego dosyć szeroka skuwka pozwala na wygodne operowanie szczoteczką przy malowaniu rzęs. Osobiście nie przepadam, za zbyt mocno udziwnionymi i wygiętymi opakowaniami, bo utrudniają mi aplikację produktu. Rozumiem jednak kobiecy punkt widzenia, że kupujemy nie tylko produkt, ale i jego opakowanie. Tusz ma dosyć delikatny zapach a jego zadaniem jest podkręcenie i wydłużenie rzęs. Jego duża, dosyć przerażająca z początku szczotka potrafi jednak zdziałać cuda. Jest całkiem miękka i dobrze rozczesuje rzęsy. Sprawia, że są pomalowane praktycznie już po dwóch maźnięciach. Mascara rozprowadza się gładko i nie pozostawia grudek, nie osypuje się także w ciągu dnia. Testowałam ją wielokrotnie przebywając długie godziny na zewnątrz i zaskoczyła mnie jej niebywała trwałość. Jedyny jej minus to fakt, że nie jest wodoodporna. Z pewnością powędrowałby wówczas ze mną na wakacje, bo bardzo lubię jej używać. Lash Plumping Mascara ma całkiem sporą pojemność 13 ml i kosztuje 23,90 zł. Podobnie jak Lash Primer jest dostępna na stronie Golden Rose oraz w punktach sprzedaży bezpośredniej. 




Tak obydwa produkty prezentują się na moich rzęsach. Lash Primer odwalił kawał dobrej roboty, bo jeszcze miesiąc temu miałam straszne luki i ubytki w wachlarzu. Moje rzęsy nigdy nie należały do bardzo gęstych, ale widzę dużą poprawę w ich objętości i długości. Najwiekszy problem z jakim się borykam to wrażliwe oczy. Produkty Golden Rose mogę polecić każdej z Was, która wie co mam na mysli pisząc o swędzących oczach i łzawieniu, kiedy tusz zaczyna się kruszyć. 

Miałyście okazję testować te produkty? Macie swoje ulubione produkty z Golden Rose?


Będzie mi miło jeśli zostaniesz ze mną dłużej :). Zostaw po sobie ślad.

czwartek, 1 czerwca 2017

Miłość od setnego spojrzenia? Tak, zdarza się!

Pół światu tego kwiatu.
Nie ma miłości bez zazdrości.
Nie wierzę w milość od pierwszego wejrzenia.
Szkolne milostki to błahostki.
Miłość aż po grób.
Stara miłość nie rdzewieje.
Prawda czy falsz?

Miłość. Dziwna sprawa. Szczególnie kiedy przytrafia się wtedy, kiedy jej nie szukamy. Nagle dopada nas strzała blond kędzierzawego Amora i przepadliśmy. Na moje trzydziestoletnie już życie mogę przyznać, że zakochiwałam się pewnie minimum dziesięć razy. Muszę tak zaniżyć liczbę, bo mój mąż czasami tu wpada w obawie, że wypisuję tu o nim szydercze wiersze i spowiadam się z wiecznie rozrzuconych map i skarpetek po całym mieszkaniu. Ale ciii!!! 


Spogladając na swoje życie, Nasze, mogę przyznać, że to była miłość od setnego wejrzenia. Całe szczęście, że się w końcu nam przytrafiła i warto było przepłakać kilka nocy po innych zawodach miłosnych. Naprawdę cieszę  się, że to właśnie tak było. Tak musiało być! 

Zawsze z zafascynowaniem oglądałam romantyczne komedie z Meg Ryan i spoglądałam z marzycielskim westchnieniem na Babe i Johnn'ego z Dirty Dancing. Snułam plany, że kiedyś spojrzę w oczy tego wyśnionego księcia, on będzie miał takie szerokie i silne ramiona i błyszczącego zęba kiedy się uśmiechnie. Obowiązkowo będzie miłośnikiem kotów i kucyków, a wakacje będziemy spędzać jedynie nad morzen i oczywiście przeprowadzimy się do Gdańska, Będziemy żyli długo i szczęśliwie... Będziemy tańczyć w świetle księżyca, a na śniadanie zawsze będzie mi podawał gofry albo naleśniki i słoneczniki. Tymczasem przyszło mi pocałować kilka żab i oczywiście to tylko przenośnia, bo każdy ze związków czegoś mnie nauczył. Nawet jeśli okazal się być kopniakiem, katastrofą na starcie albo mocną szkołą życia po rozstaniu. 

Ciekawa jestem jak wiele z Was spotkała taka przygoda jak miłość od setnego wejrzenia? Może jednak trafiła się Wam tak rzadka w tych czasach miłość od pierwszego wejrzenia?  

Z Panem Mężem może nie jestesmy idealną parą niczym z okładki kolorowego czasopisma i w wielu rzeczach dzielą nas różne poglady, ale nawet kilkudniowe rozłąki sprawiają, że z chęcią czekamy na wspólną kolację. Gotowanie dla niego to dla mnie czysta przyjemność. Klótnie? Oczywiście! Przecież to zawsze jego wina i do tego zawsze wkurza mnie w dzień chandry ;). Czasami irytuje mnie tym swoim spokojem, kiedy stoi, patrzy na mnie i uśmiecha się kiwając głową na boki. Za chwilkę dodaje:" Proszę nie trzaskaj szafkami i drzwiami, one Ci nic nie zrobiły." i mówi to dosłownie w momencie kiedy zbliżam się do drzwiczek. Tak, jestem choleryczką, szybko wybucham, jeszcze szybciej zasypiam po wybuchu. 



P.S. Czasami udaję radość...ale tylko wtedy, gdy każe mi oglądać western ;). 




Będzie mi miło jeśli zostaniesz ze mną dłużej :). Zostaw po sobie ślad, poznajmy się bliżej.

wtorek, 30 maja 2017

Czy warto wybrać się na pokaz Semilac? Relacja z pokazu w Toruniu.

21-go maja odbył się pokaz Semilac w Toruniu. Lokalizacja sprzyjała skorzystaniu z okazji, aby zobaczyć jak wygląda taki event. Bilet kupiłam jeszcze w marcu i udało mi się z łatwościa przekonać koleżanki, które tak jak ja niedawno zaczęły swoją przygodę z manicure hybrydowym. Oto podstawowe informacje, które mogą przyblizyć Wam, jak wygladają pokazy Semilac. 

Dla kogo jest tego rodzaju impreza?

Pokaz Semilac to nie tylko okazja aby podszkolić swoje umiejetności jako wprawiona manicurzystka pracująca w salonie, ale także możliwość poznania marki, zakupu produktów i wysłuchania specjalistycznych porad. Nie musisz mieć doświadczenia, ani nawet wykonywać manicure hybrydowego zawodowo. Z tego co zauważyłam w pokazie wzieło udział sporo kobiet, które dopiero zaczynaja swoją przygodę z lakierami hybrydowymi. Dla mnie osobiście była to okazja do zakupu lakierów stacjonarnie i przyjrzenia się nowym trendom. 

Jaki jest koszt pokazu?

Wszelkie informacje można znaleźć na stronie Akademii Semilac. Dla najszybszych zawsze czekają bilety w promocyjnej cenie. Ja swój kupiłam naprawdę okazyjnie. 

Co otrzymam w cenie pokazu?

Przede wszystkim każda uczestniczka pokazu otrzymuje od marki Gift Pack w postaci notesów, ołówka, torby ekologicznej Semilac, plakatu oraz dwóch lakierów, które nie są dostepne w sprzedaży, Są to kolor 000 Lazure Dream i 111  Cherry & Berry. Każda uczestniczka ma także możliwość wzięcia udziału w licznych konkursach organizowanych w trakcie pokazu. Poza tym oczywiście można zyskać niematerialne dobra, takie jak nowe doświadczenie, mozliwość poznania innych Semigirls, a także zdjęcie z prowadzącym. Do Rafala Maślaka w każdej przerwie ustawiała się wielka kolejka kobiet ;). 

Ile trwa pokaz Semilac?

Pokaz jest podzielony na sety. Na początku jest wprowadzenie i przedstawienie marki. Kolejny punkt to przedstawienie trendów i topowych kolorów z nowej kolekcji- w Toruniu królowala kolekcja stworzona przez Margaret, czyli Semibeats. Kolejne sety to podstawa wykonywania prawidłowego manicure hybrydowego oraz wykonywanie zdobień. Sam pokaz trwa około 7 godzin, a w czas ten wliczone są dwie przerwy na posiłki. Catering był wyśmienity i jedyne na co można narzekać, to gigantyczne kolejki po kawę i znikające przekąski ;). Zasada kto pierwszy, ten lepszy towarzyszyła obydwu przerwom. 

Czy wybrałabym się znowu na pokaz Semilac?
Tak! To był świetnie spędzony dzień i wspaniała zabawa. Dla mnie pokaz był źródłem inspiracji i krótkim szkoleniem. Cena pokazu moim zdaniem jest odpowiednia i z przyjemnością wykorzystam otrzymane w prezencie lakiery. Kolor 000 jest naprawdę niebiański i idealny na lato, a 111 będzie świetny na okres jesienny i późniejsze karnawałowe szaleństwo. Dzieki pokazowi zakupiłam także cztery piękne lakiery i miałam możliwość obejrzenia wszystkich próbników. Na zdjęciach możecie zobaczyć jak wygladają na próbnikach. Dodatkowo była to świetna okazja aby zrobić sobie babski wypad i z tego co wiem, nie tylko ja się dobrze bawiłam. 






Będzie mi miło jeśli zostaniesz ze mną dłużej :). Zostaw po sobie ślad.