poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Kilka słów na temat wymarzonej pracy. Mejbi amerikan drim?

Nie wiem, jak Ty ale ja chyba jeszcze nie wiem co chciałabym w życiu robić zawodowo. Dotychczasowe miejsca pracy nie spełniały moich oczekiwań, nie mogłam się do końca oddać "workowaniu", nie kusiło mnie zostawanie po godzinach. Kilka dni temu wpadł mi w ręce magazyn typu miesięcznik dla Pań, a konkretnie artykuł o pewnej pani 40+, siedzącej w pięknie wystylizowanym wnętrzu, z błyszczącymi włosami, fajnym swetrem i puszystym kotem. Pomyślałam; "ech, farciara...mąż lekarz, piękny dom, zajmuje się rękodziełem z nudów i jeszcze przy tym ma czas na mycie okien i polerowanie sztućców. Zapewne srebrnych, nie inaczej. Owa piękna kobieta w pięknej scenerii i na pięknych fotografiach, pięknie błyszczących stron magazynu, strzeliła mi pstryczka w nos...

Pomyślałam, że pewnie na dziesięcioro zdolnych ludzi tylko trojgu w życiu się udaje zarabiać wystarczająco dużo, by pogłębiać swoje pasje. Dodatkowo pięcioro z nich żyje w stałym związku, ale już tylko dwoje ma partnera, który również zarabia. Tak, ja tu piszę o naszej szerokości geograficznej, ale i we Włoszech, czy też samym złotym USA pewnie rzeczywistość wygląda podobnie.

Zaczęłam zastanawiać się co tak naprawdę by mnie ucieszyło?! Stały etat? Male ale częste i ciekawe zlecenia? Życie na garnuszku męża? Hmmm każda z opcji w zależności od ilości wypitych kaw i godzin spędzonych przed komputerem wydaje się być kusząca i wystarczająca.
Właśnie!
Co tak naprawdę jest dla nas wystarczające?
Każdy teraz dąży do tytułu,bo  im większa uczelnia tym lepiej,a  im więcej bezpłatnych staży, tym chętniej zaproponują Ci pensję głodową. Żyję w mieście gdzie wskaźnik bezrobocia od 3 lat waha się w granicach 20%...przyszłe rokowania są pozytywne, bo ludzie najzwyczajniej wyjeżdżają do większych aglomeracji, aby uczestniczyć w bezpłatnym stażu. Hmm może jednak powinnam się cieszyć i dziękować za możliwość okresowej pracy na etacie, a nie snuć marzenia o pracy idealnej, spełniającej marzenia... Lubię w takie dni jak dzisiejszy wracać myślami do czasów liceum. Wtedy choć ze strachem w oczach to z większą odwagą patrzyłam w przyszłość. Dziś wstaję z łóżka i myślę..OFE czy ZUS? To jest straszne. Pewnie nie tylko ja jestem głosem pokolenia wiecznie dostającego po plecach kijem, wiec jeśli dziś czujesz się tak jak ja( to można chyba łatwo określić "czarną dziurą przyszłości", to włącz sobie  jedną z TYCH amerykańskich komedii i śmiej się tak głośno aż zaczniesz płakać. Nie lubisz amerykańskich? Włącz czeską.
Może jak zaśniemy to nasunie nam się  plan, jak zawładnąć własnym światem aby kręcił się jak globus, zamiast wiecznie spadać na ramiona.

...optymistycznym akcentem podkreślam, że przede mną jeszcze niespełna 40 lat pracy :) a potem to już tylko Złota Jesień i rosyjski szampan w Sylwestra.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każda opinia jest dla mnie ważna :)