niedziela, 23 sierpnia 2015

...blaszanych zegarków, kogucików na druciku...

...pełne są jarmarki i targi staroci, tzw. Pchle Targi. Co niedziela o 5 rano pędzą ludzie jak po zapasy na wojnę. Zakorkowany zostaje odcinek drogi, kierunek na Płock. Już z oddali widać kolorowe plamki - ludzi, którzy przeczesują alejki w poszukiwaniu pomidorów prosto z pola, prawdziwego czosnku a także prawie jak Levis'y jeansów i wątpliwej jakości koszulek. Miszmasz wzorów, zapachów, barw - to właśnie urok Pchlego Targu. Miszmasz cen, języków, rozmiarów, warzyw, kwiatów i owoców. Tu jakaś Bułgarka zaczepi, tam krzyknie Rom, a Pan Stasiu skrzętnie obiera kolejną główkę kapusty magiczną obieraczką: "Obieraczki za 10 zł, magiczne ostrze, nigdy się nie stępi." .
Fenomenem staje się fakt, że ludzie naprawdę wstają już o 5 rano, aby zakupić prawdziwe owoce, warzywa, ale i po to by zaopatrzyć się w sztuczne buty i ubrania prosto z Chin. Byle dużo, byle tanio. Za komuny tego nie było - powtarzają w tłumie babcie. Za każdym razem gdy wkraczam do tabunu kupujących, to zaczynam gubić orientację. Fala głosów i stóp przede mną, za mną, z lewej, z prawej! Jezu! Tam trzeba mieć naprawdę stalowe nerwy.

Nie jestem aż tak niehumanitarna aby zwlekać się skoro świt z łóżka... co to, to nie!
 Kiedy już zjem, napoję się dobrą kawą, przeczeszę włosy, to siadam wygodnie i  czekam na niedzielny telefon. Dziś kochana szwagierka w punkt o 10.00 zadzwoniła i oznajmiła- jedziemy po pomidory! Zabrałam szybko torbę, założyłam buty- takie na zmarnowanie! (mnóstwo tam piachu) i szybko zbiegłam na dół. Zadowolona czekałam, aż dotrzemy na miejsce. W portfelu miałam jedyne 20 zł. Nie trzeba tam kokosów. W skarby można się tam obłowić i to za grosze. Z początku myślałam, że może zakupię paprykę, pomidory, maliny...ale moje serce skradł piękny porcelanowy dzbanuszek na herbatę.Nigdy nie wiadomo czym zaskoczy nas sprzedawca na targowisku staroci.




 Jest wręcz słodki, przeuroczy, kochany, a ja jestem w nim zakochana. Uhandlowałam 3 zł z ceny i już za 12 złotych był mój. Pod dnem widnieje troszkę wytarta nazwa firmy:  Bareuther Waldsassen Bavaria Germany 263. Nie znam się kompletnie na tym i nie wiem czy to wartościowa rzecz, ale wiem jedno- nie kupiłabym nigdzie tak pięknego dzbanuszka za 12 złotych. Jest zgrabny, zadbany i pewnie niesie z sobą jakąś historię. Parząc w nim herbatę będę za każdym razem myślała o poprzednim właścicielu, bądź właścicielce. Może był to ktoś szczęśliwy, a może ktoś kto wiódł smutne życie, a rytuał parzenia herbaty był najmilszą rzeczą w ciągu dnia. Może należał do jakiejś dostojnej pani, która wyśmienicie gotowała, ale wytłukła wszystkie kubki z kompletu i nie chciała dzbanka. Może jakiś pisarz dostał dzbanek od mamy w prezencie świątecznym. Pan Mąż zapewne uzna, że dzbanek jak dzbanek i to jeszcze taki hmm romantyczny, biały, z ornamentem...no i po co nam. Ja z pewnością obiecuję sobie, że częściej wpadnę na Pchli Targ i postaram się odnaleźć jakąś piękną paterę do ciast. Będzie idealną towarzyszką życia dla Dzbanuszka prosto z Niemiec.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każda opinia jest dla mnie ważna :)