piątek, 28 sierpnia 2015

Dwie strony medalu i kofeina w postaci #SZEFOWEJ

Ostatni weekend wakacji powiadają. Pogoda dziś nas nie rozpieszcza i niebo mocno się zachmurzyło nad drzewami wyrastającymi przed balkonem. Mój organizm zaczął walkę z lenistwem i zaczęłam wstawać o 8.00, a jest to nie lada sukces. Wstaję sama, no może odrobinkę budzą mnie sierściuchy. Przymknijmy na to jednak oko. Zaczynam uważać, że zielona kawa może maczać tu swoje ziarenka. Jestem po niej pełna werwy, mocno nawodniona i nie mam zgagi. Wszystko świetnie i wspaniale, ale mogłaby jednak smakować jak czarna lura, którą zwykłam pijać dwa razy dziennie. Powiadają jednak, że fajnie oczyszcza więc przetestuję. Pan Mąż powąchał jedynie i nie spróbował ani mililitra. Idzie wrzesień albo inaczej....zalecę klasykiem "Winter is coming!" i muszę zacząć podejmować wiele poważnych decyzji. Muszę ponownie założyć firmę i odnieść powalający sukces ha! Diabelski plan, nie? Tak na poważnie to czasami budzę się z przekonaniem, że w końcu się uda i wszelkie małe kroczki zaowocują prestiżem sukcesu. Na razie skupiam się na tych mniejszych marzeniach i realizuję krok po krok zamierzony plan. Zielona kawa z pewnością pomoże mi w pozbyciu się fałdek tłuszczyku i oczyszczeniu organizmu z toksyn, a dodatkowo przygotuje na podbój świata!



Zielona kawa o smaku pigwy smakuje identyko jak zielona herbata...ale ma jednak jakieś działanie pobudzające albo to tylko mój ekscentryzm i świetny efekt PLACEBO. 




Piąteczek szary, z oknem już jesień widać, a tu niedokończona lektura przede mną. Zaczęłam czytanie wieczorem i skończyłam na 73 stronie gdzie podtytuł rozdziału rzecze - WALKA Z NUDĄ. Idealnie! Pomyślałam i pędem zaczęłam czytać dalej. Książka jest bardzo lekka, napisana prostym językiem zwykłej kobiety. Jest to jednak nieprzeciętna kobieta. To młoda i odważna Sophia Amoruso, właścicielka i dyrektor kreatywna Nasty Gal. Gdybym nie zamykała tego małego sklepiku...zaczęłam myśleć już po kilku stronach. Zły czas, złe miejsce, za chwilkę zaczęłam się poprawiać. Jednak jest to nadal marzenie, marzenie które zostało zrealizowane ale nie do końca....i z pewnością kiedyś wróci na szczyty piramidy działań. To będzie ten czas, to miejsce i dokładnie ta JA. Odważniejsza, nieprzejednana i większą wiedzą. Determinacja nie znika tak szybko, a jak pisałam wcześniej porażka jest tylko przecinkiem, odpoczynkiem, krótką przerwą na złapanie oddechu.
 Wokół tej książki zawrzało! Dosłownie posypało się milion komentarzy, zdjęć dziewczyn z książką w ręku, słów krytyki za słabą edycję. Do mnie ona trafia idealnie. Ona wręcz troszkę opowiada o mich pasjach, życiu, pewnych działaniach. Ta niepozorna książka jest świetna dla osób które wiedzą czego chcą i zaznajomiły się z chwilami porażki, głodu z przepracowania, czasami słabych efektów innymi dniami tłoku zamówień, konwersacji. To taki mały różowy motorek napędowy. Wiadomo to taki troszkę Amerikan Drim, ale przecież i tu u nas cuda się zdarzają, a Polski są jednymi z bardziej niezależnych kobiet w Europie. Raczej nie polecę jej koledze, mamie, nawet koleżance, która z zamiłowaniem zaczytuje się w Cobenie. Po prostu trzeba chcieć ją kupić i w chociażby minimalnym stopniu interesować się modą, trendami, marketingiem, start-up'em. Zaraz doczytam do końca i wypełnię kolejny punkt dnia - naukę modułów z zakresu działu kadr i płac. To dopiero będzie fascynujące!


Sophia nie dość, że piękna to jeszcze przebojowa i pewna siebie. Sukienka z okładki idealnie to oddaje.




O ile ja nie mam już problemów ze wstawanie, to sierściuchy raczej nie przejmują się godziną i w najlepsze śpią o 13.00 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każda opinia jest dla mnie ważna :)