wtorek, 11 sierpnia 2015

I Belong To You czyli wspaniały prezent urodzinowy i Lenny Kravitz

Mój pierwszy większy koncert. Mój pierwszy samotny większy koncert. Samotny- bez Pana Męża. Bez Niego, bo On by się tam nie odnalazł. Tłumy piszczących kobiet. Niewielkie tłumy szalejących nastoletnich dziewczynek. To nie był koncert Justina Bibera. To był koncert mistrza seksapilu na scenie, pomimo panterkowej marynarki, kolii rodem z H&M i obcisłych spodni. Może i jest niski, może nie ma wspaniałego stylu rodem z serialu Suits. Był wspaniały! Niesamowite wrażenia pozostaną na lata. Wspaniałości dodaje fakt, że w Polsce kończył europejską trasę koncertową 2015 roku. Lenny Kravitz jest tak żywiołowy, że niejeden trzydziestolatek mógłby pozazdrościć mu pasji i enregii.

Dziewczyny z chórku dawały radę!


Wielkie tłumy i kultura przepychania się facetów, którzy mają 190 cm wzrostu...niefajnie.


Warto było dla tego niesamowitego dwugodzinnego show.



Bio jedzonko w Gdyni było pycha!!! Kremowy sernik z wiśniami i wiśniowy kompot. Jejku, uświadomiłam sobie, że czas zrobić kompot :)



Na plaży, na plaży fajnie jest! Pogoda była przecudowna! Zdążyliśmy złapać troszkę słoneczka.


Z Panem Mężem najlepiej się taplać w piasku.


Perspektywa idealna. Nie znalazł muszelek :/

Jedynym zawodem okazał się brak jednej piosenki dwóch piosenek podczas koncertu. Tak bardzo liczyłam, że zaśpiewa "dla mnie" Stand by my woman lub Again....niestety jeśli się jest tak wielką gwiazdą trudno zaśpiewać wszystko. Przeboleję to i nadrobię może kolejnym razem ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każda opinia jest dla mnie ważna :)