poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Koniec wakacji lekko i prawdziwie

Za tydzień nastanie wylew białych koszul. Nie będą to zawody na najlepiej wykrochmaloną koszulę, ani najlepszy środek piorący. Zaczyna się szkoła! Dzieciaki większe i mniejsze już zaczynają poszukiwania nowych zeszytów, trampek, strojów na W-F. Zakurzone książki leżące na biurkach nieśmiało skaczą do tornistrów.

Tak to wyglądało kiedyś. Dziś jest inaczej. No to jeszcze raz od początku.

Za tydzień nastanie wylew krótkich sukienek i szpilek na ulicach. Ogródki lokali będą tak przepełnione, że lepiej zostać wtedy w domu. Godzina policyjna w domu ulegnie pomniejszeniu do 22.00, a w autobusach o poranku znów nastaną głośne rozmowy i zjawisko"słuchania muzyki z telefonu przy maksymalnym ustawieniu dźwięków". Znowu zaczną się  kolejki u lekarza, po zwolnienie z W-F'u, a kina rozpoczną Seans z lekturą, Galerie handlowe przepełnią tłumy nastoletnich dziewczynek, którym "w oko" wpadnie sukienka z odkrytymi plecami aż po pas, a do niej najlepiej założyć czerwone szpilki.

 Pamiętam czasy szkoły i bardzo mile je wspominam. Należałam do tej grupy, która lubi tłum nowych twarzy i małą rywalizację o lepszą ocenę na kartkówce. Nie uczyłam się przesadnie, ale nigdy też nie miałam większych problemów z nauczycielami i ocenami. Dziś nawet troszkę mi szkoda, że bliżej mi do pracownika, niż do ucznia. To były beztroskie czasy i pomimo zakazu malowania się w liceum, razem z koleżankami próbowałyśmy przemycać na swych twarzach lekkie produkty. Nawet nie marzyłam, że będę miała wielkie kolekcje pędzli do wszystkiego i niczego. Nie pomyślałabym, że piętnastolatka na ulicy będzie miała bardziej profesjonalny makijaż niż jej mama stojąca obok. W szkole to już w ogóle byłoby nie do pomyślenia. Różowe pomadki, kreski a'la Brigitte Bardot, utlenione do granic możliwości włosy. Dziś to wszystko jest normą. Już jedenastoletnie dziewczynki mijane w autobusie mają fioletową płukankę na włosach. To tylko na wakacje...staram się sobie powtarzać. Jeśli będę miała kiedyś córkę, to z pewnością nie będzie tego problemu....grzmi w mojej głowie. Wiadomo, że jest to niemożliwe.Nie unikniemy zjawiska przyśpieszonej dorosłości. Sami kiedyś chcieliśmy łamać zasady. Włosy na jeżyka, glany, wyciągnięte swetry, za duże koszule w kratę, kolczyki w ilości min. 5 w uszach. Bunt, pierwsze "Spadaj", łyk piwa na ławeczce tuż przed osiemnastymi urodzinami, kaseta 2 Pac'a, Troszkę inaczej wyglądały te czasy buntu. Dziś nastolatkowie są tak pewni siebie, że bunt jest chyba zbyt dziecinną formą wyrażania emocji. My byliśmy osiemnastoletnimi dzieciakami oni są nastoletnimi dorosłymi.

Nie żałuję, że miałam okazję troszkę dłużej móc być dziecinna. Nie narzekam teraz na brak kosmetyków "z lepszej półki", ale wolę oszczędnie dawkować makijaż i uśmiechać się, gdy w sklepie nocnym proszą o dowód kiedy chcę kupić wino do kolacji. Zamiast szpilek, wybieram adidasy. Zamiast skórzanych spodni wybieram poszarpane jeansy. Co z tego, że bliżej mi do trzydziestki niż piętnastki. Skóra pod oczami nie wygląda tak źle jak u osiemnastoletniej sąsiadki, której jednak dałabym trzydzieści. Gdybym mogła to cofnęłabym czas i nie użyła szmponetki w kolorze "kasztan" mając szesnaście lat. Ten incydent do pięciu myć zniszczył nieodwracalnie jakość moich włosów i trwał dwadzieścia pięć myć dłużej. Nieważne ile masz lat i czy jesteś już na mnie bardzo wściekła za ten tekst, obejrzyj film poniżej. Nie zapominaj o tym jaka naprawdę jesteś i nie próbuj być kimś, kim nie jesteś na siłę. Efekt bywa okropny i niezamierzony. Słowami prosto z reklamy rzeknę ; "Jesteś piękna" a od siebie dodam i silna tak bardzo, że nawet nie jesteś w stanie tego pojąć.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każda opinia jest dla mnie ważna :)