piątek, 4 września 2015

Każdy ma swojego bzika!

Mam i ja! Oprócz tego, że zaraziłam męża i jego rodzinkę miłością do milusińskich pieszczochów, które drapią kanapę i obsesyjnie mruczą, kiedy wstajemy z łóżka, to sama czekałam, aż ktoś zarazi mnie zamiłowaniem do noszenia biżuterii. Kiedy byłam małą dziewczynką raczej przypominałam potarganą łobuziarę niż słodką księżniczkę. Szerokie spodnie, bluzy z kapturem, koszula w kratę, niedbała fryzura, adidasy na nodze. Tak to ja. Nawet kiedy patrzę na szkolne zdjęcia klasowe to łapię się za głowę, wykonując przy tym podobny gest do tego, który wykonywała moja mama kiedy widziała jak skaczę z dachu warzywniaka. Oj, bo piłka nam wpadła.

Miałam arsenał lalek, wiele z nich oczywiście to te od Matel, ale obok na półce dumnie prezentowała się miniaturowa makieta policji wraz z resorakami. Kiedy moje koleżanki marzyły o zajęciach z muzyki, szkole tańca, ja namawiałam mamę, żeby mnie zapisała na karate. Niestety nie udało mi się jej namówić, do aikido miała także podobny stosunek i tutaj także musiałam obejść się gorzkim smakiem porażki. Zostały mi indywidualne lekcje i ćwiczenia z sąsiadem, który był o cały rok starszy, a wcale, ale to wcale nie był silniejszy ;). Lekcje zakończyły się wraz z masą siniaków na piszczelach u sąsiada i moim guzem na środku czoła. Kaloryfery były zbyt blisko, a nasze pokoiki miały zaledwie po 8 metrów kwadratowych. 

Mama rwała sobie włosy z głowy, bo za nic w świecie nie chciałam nosić sukienek, a wszystkie odświętne lakierki były pernamentnie zniszczone od kopania w piłkę. Tak zleciało pierwsze 13 lat mojego życia. Następne najbliższe lata to była wielka przemiana w dziewczynę. Nadal w szerokich bojówkach, w bluzie z kapturem ale też z kolczykami, pierścionkiem, jakimś wisiorkiem. Zaczęły się pojawiać spódnice w mojej szafie i z pewnością było to spowodowane z pierwszymi uczuciami typowymi dla nastolatki. Zawsze chodzi o chłopaka ;). Wtedy zauważyłam, że miło jest otrzymywać komplementy, a koledzy z podwórka też nagle zaczynali się dziwnie zachowywać. Nikt już nie chciał grać w piłkę, skończyły się eskapady na sąsiednie podwórka. Nastało to typowe rozdzielenie na chłopaków i dziewczyny. Pierwsze kosmetyki, wspólne zakupy z koleżankami, Bravo Girl, wolne tańce na dyskotekach i koloniach. Krótkie włosy zaczęły być beznadziejnym pomysłem, bo przecież nie można ich ani zakręcić na papilotach przez noc, ani pokarbować. Nastały także czasy, kiedy lalki i książki przestały być prezentami. Pamiętam to do dziś, kiedy jako 13latka z niecierpliwością czekałam na odpakowywanie prezentów pod choinką. Jak nigdy wcześniej mój prezent był zapakowany w maleńki pakunek. Mam go do dziś, bo był to mój pierwszy złoty pierścionek z białym oczkiem. Długo musiałam udawać zadowolenie i zakładać z przymusu na wszelkie uroczystości, bo przecież nie powiem mamie, że marzyłam o najnowszej wieży albo grze telewizyjnej. Mama uznała wtedy, że czas na poważniejsze prezenty i tak kolejno co gwiazdkę zawsze dostawałam biżuterię. Mówiła, że może teraz tego nie doceniam, ale to wartościowe ozdoby i powinnam o nie dbać w odpowiedni sposób. Po kilku takich prezentach przemogłam się i powiedziałam wprost, że nie lubię złotej biżuterii, bo zawsze wydawało mi się, że ona po prostu nie pasuje do mnie i do mojego stylu. To znak, że w tamtym momencie uważałam, że mam już swój styl...

Dzisiaj wybieram przeważnie bransoletki. Niestety jestem uczulona na metal i nie mogę nosić tańszej biżuterii, bo na skórze pojawiają się swędzące krostki. Już myślałam, że zawsze będę miała tylko kilka bransoletek, bo oczywiście bransoletki kupowane u jubilera są to dosyć drogie przyjemności. Bardzo ucieszyłam się, kiedy koleżanka poleciła mi markę By Dziubeka, która ma tańsze i ciekawe bransoletki. Od kilku lat uzupełniam swoją szkatułkę o ich wyroby. Uwielbiam je za kolory, wykonanie, precyzję w doborze zawieszek i elementów z ceramiki i oczywiście za antyalergiczność. Moje bransoletki wiele już przeszły. Były to podróże na rowerze, uroczystości, wakacje nad morzem, a nawet prysznic. Pomimo tego nadal pięknie się prezentują i zwracają uwagę wielu osób, nawet kiedy towarzyszy im tzw. zwyklak. 




Nawet moja obrączka jest prosta i wykonana z białego złota. Wybór był prosty, bo chciałam aby zawsze pasowała do mnie i różnych kombinacji z bransoletkami.





Janek przypatrywał się, kiedy wybierałam kolejne bransoletki. Mam już połączenie bieli i beżu oraz czerni ze srebrem i turkusem. To moje ulubione barwy jeżeli chodzi o dodatki. Dziś zaszalałam skuszona rabatem z Claudi, a dzięki promocjom na stronie portfel nie ucierpiał zbytnio. Już się ich nie mogę doczekać, bo jedna jest niespodzianką dla mamy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każda opinia jest dla mnie ważna :)