Kilka kokardek i jest romantycznie!

Przeprowadzka była chyba najgorszą, ale i najbardziej wyczekiwaną zmianą w naszym życiu. Nie mogliśmy się z Panem Mężem nacieszyć z nowego mieszkania i urządzania wszystkiego "po naszemu". Wiedzieliśmy, że to będzie tylko i wyłącznie nasza przestrzeń. No może z wyjątkiem naszych kotów. Janek i Salem starają się wiecznie pokazać nam, że to oni tutaj rządzą. Mieliśmy wiele kłótni o kolory, wzory, ale w końcu wyszło na moje i dziś sam Pan Mąż twierdzi, że czuję się w naszym gniazdku wspaniale! Jeszcze przed nami długa droga i wiele wyrzeczeń, aby było tak jak sobie wszystko wymarzyliśmy, ale z pewnością niebawem wszystko wykończymy i sen z powiek będzie nam spędzał jedynie grafik sprzątania. 
Sami malowaliśmy ściany, sami projektowaliśmy kuchnię, szafy które uwielbiam i oczywiście sami kupowaliśmy meble. Sprawiało nam to z początku wiele trudności. Różnica zdań. Minimalizm vs styl prowansalski. Musieliśmy wybrać coś pomiędzy. Ściany pomimo początkowych obaw Pana Męża pomalowaliśmy na dwa odcienie szarości. W mniejszych pokojach delikatnie szare, w salonie i w korytarzu natomiast gołębie. Białe obramowania wokół okien także na samym początku wydawały się zbędne, ale na szczęście uparłam się i kiedy ściągaliśmy taśmy obydwoje uśmiechaliśmy się od ucha do ucha. Wspólne malowanie było ciężką harówka. Na szczęście kilkoro naszych wspaniałych przyjaciół pomogło nam w ogarnięciu sufitów. To był istny koszmar! Dziś staram się małymi drobnostkami zmienić wygląd naszego mieszkania. Musimy jeszcze urządzić biuro, zakupić miliony ramek, wybrać 4 świetne i oryginalne grafiki na ściany w salonie i sypialni, wybrać i zawiesić dwie lampy. To ostatnie wbrew pozorom nie należy do łatwych zadań. Nie mamy w naszym mieście Ikei,  Tigera, Kika a podejrzewam, że gdyby jednak były, to całe dekorowanie przebiegłoby sprawniej i w tym momencie zostałyby nam jedynie rolety. Rolety to jest trudny temat. Oj. Bardzo trudny. 
To nasza pierwsza jesień w nowym mieszkaniu i pierwsze zmiany sezonowe. Pewnie za rok będę z dumą patrzeć na całkowicie urządzone wnętrze, ale póki co cieszę oko małymi drobnostkami, które w większości zrobiłam z prostych rzeczy dostępnych pewnie w każdym domu. 


Szafka nocna to biała skrzynka, a za wazon na otrzymaną od cioci lawendę posłużył zwykły słoik oczywiście przewiązany kokardką. Tutaj w kolorze chabrowym. 

Na kuchennym blacie oprócz puszek ze słodkościami pojawił się mały szklany pojemnik po deserze z Lidla. Oczywiście został przewiązany wstążką. W tym wypadku trafiło na kremową tasiemkę. Wewnątrz tealight i zebrane przez Pana Męża kasztaniaki!



Jest i prowansalski akcent! Nasza urocza walizeczka w której znalazły się koperty z życzeniami naszych weselnych gości ozdabia jeden z wysokich kaloryferów w salonie. Pięknie prezentuje się na tle szarej ściany. Na niej słoik po maśle orzechowym Sante :) oczywiście przewiązany tasiemką, tutaj w kolorze turkusu. Wewnątrz zasuszone kwiatki Kalanchoe, które opadły z doniczek.


Stół ozdobił mój ukochany kominek Yankee Candle. Postawiłam go na tacy w kształcie serca, którą dorwałam na wyprzedażach w Pepco za niecałe 10 zł. Wcześniej była w niej inna kompozycja, teraz ozdobiona także turkusową tasiemką wygląda romantycznie i dodatkowo pasuje do bieżnika z w zygzaki. 


Parapet kuchenny to moja jesienna chluba. Nie dość, że kwiaty rosną na nim jak szalone, to aktualnie zawitały tutaj także szałwia, mięta, rozmaryn i oregano. Pomiędzy donicami ściągniętymi z balkonu pojawiła się gliniana miseczka zakupiona na pchlim targu, pokryta ceramiczna biała emalią wygląda bardzo stylowo i delikatnie. Wypełniona świeczką, kamykiem z wizerunkami kotów i piernikami własnoręcznie wykonanymi w Muzeum Piernika idealnie podkreśla klimat jesieni.

Takie proste triki mogą odmienić wnętrza salonu, sypialni. Kokardki, wstążki, skrawki materiałów mogą także posłużyć w wykonaniu np. łapacza snów, za którego niebawem się zabiorę. Marzy mi się jeszcze piękny obraz, najlepiej wykonany akwarelą. 

Komentarze

Popularne posty