Lubię się rozpieszczać.

Staram się sobie niczego nie żałować. Chociaż niekiedy przychodzą dni, gdy konto nie świeci groszem, odkładam do skarbonki kilka złotych na czarną godzinę. Obecnie nie powinniśmy narzekać na pustki w sklepach i brak kontaktu z prawdziwymi przyjaciółmi. 
Każdy ma komórkę, internet i szybki dostęp do środków komunikacji. Już nie trzeba biec do jedynej sąsiadki w bloku, która ma telefon z obracana tarczą, czy stać w kolejce na poczcie po śmieszne żetony na aparat z budki. Ostatnio nawet oglądaliśmy z Panem Mężem jakiś film , gdzie używano karty do telefonu. Nie karty sim, a karty  np. z smerfami, zwierzakami z warszawskiego zoo czy postacią z filmu. W czasach, gdy chodziłam do podstawówki na podwórku panował szał na wymienianie się kartami telefonicznymi o różnych nominałach, a wartość podnosiły np. pozostawione 3 impulsy na karcie. Uśmiech sam ciśnie się na twarz, kiedy myślę o tysiącach magicznych pudełek na różne zbierane wówczas bibeloty, nie pomijając oczywiście trzech segregatorów z karteczkami takimi "na wymianę". Kto żył w tych kolorowych, pełnych frajdy z biegania po podwórku czasach, ten wie o co chodzi. Tak, tak, to te odległe czasy, kiedy używaliśmy kaset magnetofonowych, a szczytem lansu były adidasy z kompasem przy języku. 
Dzisiaj staramy się w domach trzymać niezbędne minimum niezbędne do egzystencji, Nie jest to oczywiście przejaw źle zaopatrzonego przyblokowego marketu. To czysty trend w modzie wnętrzarskiej. Minimalizm świetnie wygląda przecież na zdjęciach, idealnie pozwala utrzymać porządek. Cała ta koncepcja otaczania się kilkoma przedmiotami nie pasuje do mojego hedonistycznego podejścia do życia. Nie wyobrażam sobie, żebym musiała sobie odmawiać zakupu książek, kosmetyków, ubrań. No może zakup jeszcze jestem w stanie ograniczyć, ale wyrzucanie tych wspaniałości z półek, szafy, kosmetyczki? Nie, nie postoję i podziękuję. Nie czuję się źle kupując nowe rzeczy, bo nie robię tego nadmiernie często. Nie lubię jednak wyrzucać rzeczy, nawet jeśli założyłam coś jeden raz. Kilkukrotnie po kilku sezonach okazywało się, że doskonałym pomysłem było pozostawienie różowej sukienki kupionej na wyprzedaży, bo nagle róż pojawia się w stylizacjach w połączeniu z szarością i beżami. Książki chociaż pochłaniam tonami, to uwielbiam je także podziwiać na półce, pod ławą zrobioną ze skrzynek, no po prostu gdziekolwiek. Niech się moje ukochane błąkają po domu! Chwile relaksu umilam sobie wyciągając jedną z nich spod ławy i otulona kocykiem czytam po raz pierwszy, lub trzeci. Akurat jeżeli chodzi o książki, to lubię mieć wiele nieprzeczytanych pozycji, wtedy czuję się bezpieczna, bo jak już dopadnę się do książek, to potrafię przeczytać dwie pod rząd. Czytanie umilam sobie zapalając jeden z wosków Yankee Candle, zaparzając herbatę lub kawę i oczywiście wyjmując czekoladę. To połączenie idealne na jesienne wieczory.








Follow my blog with Bloglovin

Komentarze

Popularne posty