środa, 4 listopada 2015

Rozum w skorupce, czyli o miłości do orzecha włoskiego

Kiedy byłam małą dziewczynką, która ledwo wskakiwała na kanapę, moja prababcia każdej jesieni dawała mi reklamówki wypchane orzechami włoskimi. Czasami były jeszcze wilgotne, ledwie zrzucone z drzewa. Obieranie łupinek, aby móc zjeść rozpływający się biały orzech było nie lada wyzwaniem dla moich małych rączek. Siedziałam z babcią i dziadkiem godzinami nad rozłupanymi skorupkami. Nie tylko wnętrze było ważne, ze skorupek babcia nauczyła mnie robić małe łódeczki. Obciążałyśmy łupinkę plasteliną i kolejno zanurzając w niej wykałaczkę z kawałkiem papieru, który stanowił żagiel, puszczałyśmy w wannie wypełnionej pianą. Babcia miała wspaniałe pomysły! Była poza swoim zmysłem do pięknego opowiadania bajek, wymyślania domowych zabawek i pieczenia ciast, idealną skarbnicą przysłów i ciekawych opowieści. 
Babcia wiedziała, co dla mnie dobre i miała swoje stare porzekadła. To bardzo zabawne, ale twierdziła, że orzechy to źródło życia i zdrowia. Kiedyś  śmiałam się z jej słów, gdy krzyczała żebym nie jadła za dużo, bo mój brzuszek zamieni się w skorupę. Dziś wiem, że delikatnie kształtowała we mnie nie tylko umiar w jedzeniu, ale i rozsądne podchodzenie do darów natury i lasu. Podobnie było zawsze z grzybami, śliwkami, gruszkami, fasolą czy bobem. Wszystkie te owoce i warzywa są zdrowe, ale należy zachowywać umiar w ich spożywaniu. Nie zawsze ich spożywanie jest dobre dla dzieci. 


Warto jeść orzechy włoskie, kiedy jest na nie sezon. Jesień zawsze kojarzy mi się z ich pełnymi skrzyniami na targowisku. Orzechy to samo zdrowie, mają w sobie bowiem magnez, cynk, wapń, żelazo, witaminy i minerały oraz kwas foliowy, przez co polecane są także kobietom w ciąży. Są jednak bardzo także wyposażone w tłuszcze i to w 65% , dlatego nie powinno się ich spożywać w bardzo dużej ilości. 
Dzisiejsza medycyna naturalna nadal trzyma się tezy, że najlepsza na biegunkę jest nalewka z orzecha włoskiego. To staromodne metody naturalne i zapewne i w waszych domach babcie podobnie mówią, mówiły. Ja orzecha włoskiego używam  jedynie do konsumpcji. Niestety nie umiem robić z niego słynnej zupy, czy nalewki. Zazwyczaj wrzucam troszkę do sałatki z kozim serem i gruszką, a ostatnio był dodatkiem do bułeczek drożdżowych, na które przepis znajdziecie poniżej w poście. Słyszałam o ekologicznym praniu w skorupkach z orzecha włoskiego, jednak chyba nie jestem gotowa na podjęcie tego eksperymentu. Podobno orzech włoski jest także dobrym kosmetykiem. Można z niego zrobić maseczkę idealną dla osób borykających się z problemem trądziku, krem na żylaki, czy maseczkę do włosów. 
W orzechu włoskim można odkryć wiele ciekawych smaków. Jego konsystencja bowiem zmienia się wraz z czasem wysychania.  Kiedy jest już zupełnie zasuszony ma w sobie ciekawą nutę goryczki i kremowej słodkości. Dla mnie jest doskonałą przegryzką sam w sobie, dla moich kotów natomiast wspaniałą zabawką, podobnie jak kasztan dostarczony w box'ie od Kot w worku. 






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każda opinia jest dla mnie ważna :)