wtorek, 8 grudnia 2015

Uwaga medytacja! Potrzebna tylko mantra.


Ostatnio rozmawiając z przyjaciółką doszłam do wniosku, że martwienie się nabrało dla mnie zupełnie innego wymiaru. Nie jest to już uczucie bardzo negatywne, a wręcz całkiem pomocnicze w dokonywaniu pewnych przemian. Śmiałyśmy się z pewnej stresującej dla większości ludzi okoliczności jaką jest interview, patrz po polsku pisząc rozmowa kwalifikacyjna. Kiedyś to był horror, ale od czasu, kiedy pewne myśli zostały w mej głowie poukładane, uczucia uspokojone i zupełnie zmienił się mój obraz postrzegania mnie samej to muszę przyznać, że rozmowy kwalifikacyjne są przyjemnością, pomijam jedynie te iście dziwaczne, którymi są konkursy. 
Rozmowa kwalifikacyjna, spór konsumencki, wizyta w urzędzie, dentysta to nic przyjemnego. Każdy z nas ma jakiś strach wewnętrzny przed kilkoma sytuacjami, którym i tak musimy stawić czoło. Jakże śmiała się moja kochana Ada, gdy powiedziałam jej, że od kiedy medytuję kilkanaście minut dziennie o wiele mnie się stresuje i mam głowę oczyszczoną z dzikich myśli i czarnych scenariuszy. Znam ją kopę lat i wyobrażam sobie jaką miała minę, gdy wyobraziła sobie mnie medytująca.  Pewnie się nieźle kobieto uśmiałaś! 
Mam często pełno pomysłów w głowie. Kilka bywało bardzo fajnych i żałuję, że nie poświęciłam im więcej uwagi i skupienia. Może właśnie dziś byłabym pisarką, aktorką, renowatorką mebli, archeolożką albo treserem fok w cyrku. Od zawsze byłam wielkim zaplątanym kłębkiem wełny, z której mógłby powstać piękny sweter, ale ciągle coś mnie blokowało. Czasami miejsce, czasami rodzina, znajomi, a na samym końcu i przede wszystkim JA sama. Moja wyobraźnia na szczęście zaczyna przechodzić renesans a wiele spraw, które sobie pięknie poukładałam zaczyna przypominać rozplątaną włóczkę kolorowej wełny w przepięknym i magicznym fioletowym kolorze. Z całą pewnością i przekonaniem nie śmiem wątpić, że moje medytacyjne miniseansiki pomogły mi w odnalezieniu własnej harmonii a przede wszystkim zamknęły drzwi strachu i stresu a otworzyły skrzynię możliwości. Uwielbiam sama w rytmie spokojnej muzyki i pełnym skupieniu poświęcić sobie te kilkanaście minut. Dla wielkiej fachowości tego czynu siadam po turecku i prostuję plecy, unoszę podbródek i oczywiście zamykam oczy. Umysł odpoczywa i dodatkowo plecy i mięśnie ud  się wzmacniają. Same plusy! Spróbujcie sami. 
Z przyjemnością wzięłabym udział w warsztatach medytacyjnych albo chociaż w medytacji grupowej. Chyba będę się musiała ruszyć do tej mojej Wyroczni i odwiedzić ją w Poznaniu i przekonać do wspólnej medytacji...



Turkus to piękny kolor i świetnie pomaga mi w znalezieniu radości :). Nigdy nie sądziłam, że medytacja może być tak przyjemnym zabiegiem SPA dla duszy. Warto czasami znaleźć chwilkę na własne oczyszczenie z nerwów, obaw i złości. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każda opinia jest dla mnie ważna :)