Powrót do dzieciństwa i Przebudzenie Mocy z przymrużeniem oka





Oczekiwania, były jak przystało na COME BACK po latach- ogromne! Z zawziętością unikaliśmy wszelkiego rodzaju spoilerów przed obejrzeniem wyczekiwanego przez większość znanych mi osób filmu roku 2015, Gwiezdne Wojny: Przebudzenie Mocy. Niestety media społecznościowe mają to do siebie, że w kręgach znajomych i w konwersacjach, które udostępniają publicznie pojawiały się komentarze na temat filmu.

 Z całego szacunku do osób, które nie widziały nadal Przebudzenia Mocy...


UWAGA! 

POJAWIĄ SIĘ TREŚCI OPISUJĄCE FABUŁĘ!!!






Na seans udaliśmy się 23 grudnia, także z tym wpisem  zwlekałam dosyć długo. Po zebraniu kilku opinii od znajomych, a także po rozmowach z osobami, które nam bezpośrednio towarzyszyły w kinie oraz sumując wszystko z opinią własną i Pana Męża mogę napisać, że film jest dobry, ale nie jest świetny. Muzyka nie odbiega oczywiście od poprzednich epizodów i towarzyszy nam podczas jazdy autem, ale samo Przebudzenie Mocy przyniosło nam niewielki, ale jednak zawód. 


W filmie pojawiają się postacie z poprzednich epizodów i w sumie bardzo dobrze, ponieważ chociaż film potrzebował wsparcia "dobrych, starych Gwiezdnych Wojen". Na Przebudzeniu Mocy wiele razy się śmiałam, nie tylko z uwagi na niezły dowcip przemycony w dialogach, a przede wszystkim z uwagi na obecność niezawodnych postaci, takich jak: Chewbacca, C-3PO, Han Solo, Leia, R2-D2. Ten ostatni pomimo tego, że prawie cały film trwał w stanie hibernacji jest także symbolem świetności starej sagi. 


Robot BB-8 to godny następca R2-D2 i miejmy nadzieję, że nadal będzie towarzyszył bohaterom w kolejnych epizodach. Widać tu powiew nowoczesności. Jest szybki, przywiązany do właściciela i posiada wiedzę na temat mapy ukazującej kryjówkę najpotężniejszego, żyjącego Jedi. 


Walka dobra ze złem to jak w każdym epizodzie wiecznie nierozwiązany problem, stwarzający scenarzystom otwarte pole do konstruowania kolejnych potyczek. Plus za fakt, że nie zaniechano z użycia jako głównej broni mieczy świetlnych, to w końcu atrybut, z którym Gwiezdne Wojny kojarzą się nawet małym dzieciom. 



Do tworzenia kilku postaci pomogła kostiumografom nowoczesna technologia. Z utęsknieniem czekałam na postać, którą grała piękna Lupita. W Przebudzeniu Mocy trudno jednak nazwać ją urodziwą. ;)




Postać negatywna, czyli Kylo Ren,  jedyny syn Hana Solo i Księżniczki Lei to najbardziej irytująca mnie postać nowych GW. Mam nadzieję, że w kolejnych epizodach zostanie zagrany w lepszy sposób. Jak narazie to dla mnie lekko odgrzany kotlet w postaci zakompleksionego chłopczyka, który bardzo chciałby dorównać swojemu dziadkowi. Tym jest nikt inny, tylko Lord Vader. Póki jego postać pojawia się w masce, to ma szanse wzbudzić w widzu uczucie lekkiego zdenerwowania, napięcia towarzyszącemu ciemnej strony mocy. Czar niestety szybko pryska, gdy ten ukazuje swoją lekko wykręconą w grymasie twarz oburzonego i wiecznie nafukanego przerośniętego nastolatka. Dodatkowo chyba moja niechęć wzrasta przez scenę zabójstwa własnego ojca. Tutaj także mam cichą nadzieję, że Han wróci i przetrwał jakoś upadek. Na dzień dzisiejszy w przeglądarce obok słowa Han, na drugi miejscu pojawia się wyraz death....



Postać pozytywna, czyli młodziutka dziewczyna o imieniu Rey szybko doświadcza przebudzenia w sobie jasnej strony mocy. W kilka dni potrafi już tyle, czego Luke Skywalker uczył się przez kilka lat. W moim przekonaniu jest ona albo potomkiem samego Skywalker, ale pewnie kolejny epizod zaskoczy wszystkich ciekawskich i snujących tysiące teorii widzów. Postać mniej irytująca niż ciemny pan...
Towarzyszy jej Finn, zbuntowany szturmowiec. Piękne w Przebudzeniu Mocy jest to, że zostaje jasno ukazana prawda o szturmowcach. To tacy nowocześni spartańscy chłopcy. Byli porywani, sprzedawani, odbierani rodzicom i od najmłodszych lat szkoleni na bezlitosne maszyny do zabijania bez współczucia i samooceny sytuacji. Postać Finna podobała mi się najbardziej. Jest niebezpieczny, świetnie wyszkolony, odważny i zabawny. Podejrzewam, że posiada głęboko ukryte wady. Służył w końcu ciemnej stronie mocy. 



Jak się okazuje w Przebudzeniu Mocy szturmowcy to nie tylko zabójcy, ale przede wszystkim ludzie, którzy mają głęboko skryte własne uczucia i poczucie sprawiedliwości. Ciekawe czy dojdzie do wielkiego buntu?



Absolutną gwiazdą, która uratowała według mnie ten film jest nowoczesna wersja statuetki szkoły filmowej, czyli droid C-3PO. Z pewnością także mieliście wątpliwości czy to on, a wszystko za sprawą czerwonej ręki ;) hah. Wystarczy jedno zdanie w jego wykonaniu, a wątek komediowy natychmiast zostaje zapełniony. 

Jeżeli miałabym oceniać Gwiezdne Wojny: Przebudzenie Mocy, dałabym filmowi 7/10. Większa część przyznanych punktów to jednak zasługa już świetnie poznanych kiedyś bohaterów. Nowi, którzy zostali tutaj ukazani wypadają dosyć blado. Nadal jednak jest utrzymany efekciarski klimat sagi i dobrze rozpisane dialogi z użyciem krótkich żarcików. Nie mogę przyczepić się do kostiumów oraz charakteryzacji. Troszkę za wysoko ustawiłam poprzeczkę twórcom, ale mam nadzieję, że za kilka lat, kiedy na luzie będę mogła ponownie obejrzeć wszystkie trzy epizody pod rząd, stworzą one pełną i ciekawą całość. 






Komentarze

Popularne posty