poniedziałek, 29 lutego 2016

#28 luty czyli koncert Meli Koteluk i NASZA DATA

Dokładnie 7 lat temu, 28 lutego po kilku latach koleżeństwa okazało się, że możemy razem stworzyć parę idealną. Tak, wiem dokładnie, co się zaraz ciśnie na usta...para idealna, dobre mi sobie! Dla siebie wzajemnie jesteśmy idealni w swoich wszystkich wadach, słabościach, a także marzeniach, czasami obawach a już z pewnością w zwariowanych pomysłach. W ciągu tych  siedmiu lat udało się nam razem stworzyć związek oparty na partnerstwie, miłości, namiętności i przyjaźni. Lubimy spędzać czas w swoim towarzystwie, razem gotować, leżeć na kanapie i godzinami pochłaniać seriale, filmy, grać razem w planszówki, spacerować po lesie, głaskać nasze kocury. Obydwoje jesteśmy uparci, czasami troszkę złośliwi, ale z pewnością nie możemy sobie odmówić dobrze wypracowanej przez lata wspólnej rozmowy, wsparcia w realizacji marzeń, pocieszania po odniesionych porażkach i wzajemnego zadowolenia z kolejnych sukcesów.  Jak w każdym związku miewamy trudne chwile, czasami mamy ochotę na chwilę samotności, oddalenia, wyjścia w swój własny krąg. Polecam czasami odciąć się na chwilę, aby móc przemyśleć pewne sprawy, małe problemy, różnice w poglądach. Nigdy te chwile nie trwają długo, chyba udało się nam znaleźć złoty środek, który spaja każdą kłótnię. Czasami mam wrażenie, że to ja sama wymyślam sobie głupie problemy, jak typowy LEW, który łaknie stałej uwagi i adoracji. Kiedy znika zainteresowanie, wycofuję się, odpuszczam i najzwyczajniej w świecie obrażam. Oj trudny charakter...no fakt, mam w sobie huragan stworzony z miłości, pasji, wrażliwości, ale nie brakuje w tym wszystkim ironii i złośliwości. On cały czas opanowany, nawet kiedy trzaskam drzwiami i wręcz tupię noga o podłogę. to wie doskonale, jak zaleźć mi za skórę i zmotywować do szybkiego wyrzucenia złych emocji. Taki mój katalizator gniewu, żalu, frustracji. Zna mnie chyba lepiej niż ja sama siebie kiedykolwiek mogłam poznać. No po prostu Mój Pan Mąż idealny Nieideał. 


28 luty to taka N A S Z A data. Trzy lata temu, w Toruniu powiedziałam "tak", a rok później udaliśmy się w skromnym gronie naprawdę najbliższych osób do Urzędu Stanu Cywilnego. Chociaż zgodnie z zaproszeniami, jakie nasi goście otrzymali data ślubu wyznaczona była na 21 czerwca, chcieliśmy aby to 28 luty był tym początkiem. W ten oto sposób przysięgę składaliśmy dwa razy. Trzeci raz może jak minie 50 lat ślubu ;).
Świetnie się tym razem złożyło, że akurat 28 lutego Mela Koteluk miała grać nie gdzie indziej, a własnie w Toruniu. Bilety kupiłam już jakiś czas temu, bo Pan Mąż wbrew swoim raczej innym upodobaniom muzycznym, Melę bardzo lubi i chętnie jej słucha. Wiedziałam,  że nie tylko sobie sprawię tego dnia przyjemność. Nie obyłoby się oczywiście bez dobrego obiadu i krótkiego spaceru. W towarzystwie grupki znajomych po półrocznej przerwie w koncertowaniu, mogliśmy Melę podziwiać w Dworze Artusa. Koncert był rewelacyjny, nowe aranżacje dały radę, a publiczność nie chciała podobnie jak my, aby koncert się skończył bez bisów. Ta półroczna przerwa w koncertowaniu z pewnością wniosła powiew świeżości w aranżację hitów z obydwu płyt. Dla mnie to była petarda, a te piękne światełka, które migały na suficie chciałabym mieć w sypialni.
Przed nami teraz kolejne 7 lat. Pewnie jeszcze bardziej szczęśliwych. Obydwoje staramy się dbać o to co zbudowaliśmy przez lata, a to najważniejsze, ponieważ jeżeli jest chęć i prawdziwe uczucie, to wszelkie różnice, można w prosty sposób pogodzić. Nic nie cementuje związku tak jak przyjaźń i miłość, a tej nam nie brakuje i chociaż czasami powieje nudą, nie dostaję kwiatów, wierszy, a On denerwuje się widząc kolejną parę butów czy sukienkę to wiemy, że to nie są prawdziwe problemy. Mamy to szczęście, że udało się nam na siebie trafić. 






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każda opinia jest dla mnie ważna :)