Zrobię to jeszcze przed Trzydziestką! #Prawo jazdy

Udało się! Przełamałam mojego wewnętrznego Nieprzyjaciela. Strach odpuścił i wreszcie, a może nareszcie byłoby tu trafniejsze, udałam się po tzw. Profil Kierowcy. Moja przygoda z prawem jazdy rozpoczęła się w 2008 roku. Tak usłyszałam od przemiłej Pani w urzędzie. Ha! Zaśmiałam się żałośnie wewnątrz siebie. To już tyle lat. Może gdybym wcześniej zaczęła zmiany w moim życiu, zmiany dotyczące otoczenia, mentorów, często też przyjaźni, a przede wszystkim zmiany dotyczące rozpoczęcia walki z moim wewnętrznym strachem przed egzaminem, może wtedy byłoby mi pewnie łatwiej...
Nie ma jednak co gdybać, bo w podobnej sytuacji jest pewnie mnóstwo osób. Osobiście podziwiam moją najwspanialszą na świecie przyjaciółkę, jeszcze z czasów dzieciństwa. Ona to dopiero miała samozaparcie. Walczyła do upadłego i było warto. Jest posiadaczką karty przetargowej, która ułatwia niekiedy reasearch CV, podnosi nasze walory dla pracodawcy, jest także nieodzownym atrybutem dorosłości i odpowiedzialności. Owa wspaniała osóbka mieszka w dużym mieście, mieście po którym i tak porusza się własnymi siłami, tramwajem lub rowerem. Prawko pozwala jej prowadzić auto, ale to auto jeszcze trzeba kupić, opłacić i nakarmić. Sama doskonale rozumiem, dlaczego wiele osób, mieszkających w większych metropoliach z jazdy autem rezygnuje. Częste stanie w korkach i mozolne przeprawy przez gąszcz sygnalizacji świetlnych powodują, że częściej wybiera się inny szybszy, często także tańszy środek podróży. Pytanie rodzi się wówczas jedno: "Po co mi to prawko w portfelu?". Odpowiedź jest straszna.  Dla wielu pracodawców przeklepywanie w ogłoszeniach o pracę informacji o posiadaniu uprawnień do prowadzenia pojazdu jest niestety normą w naszym pięknym kraju.. Sama, jako główna zainteresowana,  śmieję się do siebie widząc bliźniaczo napisane ogłoszenia dotyczące stanowisk o zupełnie różnych wymaganiach względem kompetencji pracowniczych, miejsca wykonywania pracy oraz posiadanych umiejętności, niezbędnych do wykonywania pracy na danym stanowisku. Często to się kupy nie trzyma. Jeżeli np. posiadacie duży staż pracy w sprzedaży, a firma do której aplikujecie na stanowisko handlowe- stacjonarne, nie odzywa się do was, to znak, że wasze CV jest dla nich bez wzmianki o prawie jazdy, jakby tu delikatnie powiedzieć,hmmm....bezwartościowe. Zostaje odrzucone poprzez nałożenie klucza, bo nie ma w nim informacji na temat posiadania prawa jazdy kat.b.  Jest to oczywiście jeden z powodów, może być też to fakt, że wasze CV nie odpowiada pracodawcy.
Prawo jazdy to dla mnie nie tylko podniesienie własnej wartości dla potencjalnego pracodawcy, a przede wszystkim uwolnienie wewnętrznego Stracha, który towarzyszy mi od dawna. Nie znoszę egzaminów. Każda próba przekonania kogoś o moich umiejętnościach, zdolnościach to dla mnie koszmar. W tym nieszczęsnym 2008 roku szło mi naradę całkiem nieźle. Instruktor, znajomi, powtarzali mi, że luzik zdam za pierwszym, góra drugim razem. Ten pierwszy egzamin nie był taki straszny. Egzaminator był miły, uśmiechnięty, no po prostu nie poszło mi... Zestresowana, z drżącą nogą na sprzęgle próbowałam swoich sił. Za drugim razem było strasznie. Pamiętam, że w sumie szłam z obojętnym nastawieniem, ale kiedy usłyszałam. kto będzie mnie egzaminował, pobladłam. Słyszałam o nim tylko złe rzeczy. Już od samego słuchania miałam drgawki. Teraz wiem, że nie mam zamiaru słuchać żadnych "dobrych rad", ani wspierać się recenzjami na temat takich i siakich egzaminatorów. Idę na żywioł. Mam motywację, więcej lat doświadczenia, kilka przegranych bitew, z których sama wyciągnęłam wnioski i ogrom marzeń i planów związanych z prawkiem. Po prostu muszę je mieć i już. Wewnętrznie potrzebuję tej niezależności. Czy będę dobrym kierowcą? Postaram się być, jednak z tego co widzę po kilku osobach, z którymi miałam przyjemność jeździć jako pasażer, to zdanie egzaminu wcale nie udowadnia, że jest się dobrym kierowcą. Jest w tym pewien łut szczęścia, który pozwala na uzyskanie pozytywnej oceny końcowej. Tak w końcu bywa z większością egzaminów.
Polecam zrobić sobie kilka testów teoretycznych, jeżeli ta jak ja zaczynaliście w 2008 roku, a może jeszcze wcześniej. Można się pośmiać. Zastanawiające, po co mi informacje na temat minimalnej długości drążka od skrzyni biegów, bieżnika opony, długości pojazdu ciągnącego przyczepę kempingową...no cóż wszystko jest dla ludzi i wszystko jest do zdania. Pan Mąż lekko drwiąc się uśmiecha, gdy czytam mu niektóre pytania ;).


Komentarze

Popularne posty