środa, 16 marca 2016

Co zrobić żeby się chciało, kiedy się nie chce? Co z tymi dietami?!

Poranek, zaspana wyciągam ulubione jeansy z szafy i ups, zatrzymują się na biodrach. Niemożliwe! Przecież wyglądam całkiem nieźle i sukienki leżą tak jak zawsze. Nie chcecie wejść na tyłek? OK! Wezmę inne. Naciągam więc kolejne, te wchodzą bez problemu. Cały dzień myślę sobie, że może coś nie tak odwaliłam z praniem. Po powrocie do domu już ledwo pamiętam ten mały eksces poranny i jak zawsze zabieram się za obiad. Makaron! O tak, makaron, obydwoje go uwielbiamy. Może być nawet tylko z oliwą, pieprzem, solą i czosnkiem, oczywiście zawsze posypany parmezanem. Tak, to wspaniała myśl. Zjemy makaron, do tego lampka wina a na kolację? Już na kanapie rozmyślam plan , co by tu zjeść następnego. Pada na twarożek i pieczywko, jakiś kabanosik, oliwki, pomidorki. Lubimy, oj lubimy. 
Kolejny dzień. Znowu wyciągam te nieszczęsne jeansy. Wchodzą na tyłek bez problemu. Kurczę, coś jest nie halo! Wczoraj ledwo się w nie mieściłąm, dziś pasują. Cholercia, no przecież nie mogę się kurczyć i powiększać tak z dnia na dzień i to o jakieś dobre 2-3 centymetry. Mogę? No mogę! Muszę przestać!
Z wahaniami wagi znamy się nie od dzisiaj. Szczególnie moje dolne partia ciała lubią mnie mocno zaskakiwać. To tam najczęściej pojawiają się dodatkowe kilogramy. To także z tych partii ciała schodzą najwolniej. Nie dość, że przybywają nieoczekiwanie, to w dodatku trudno ich się pozbyć. Ograniczyłam pieczywo, słodycze, cukier, sól. Postawiłam na gotowanie na parze, w piekarniku, lub np. smażenie krótkie na oleju kokosowym. Czy widzę efekty? Za wcześnie aby o tym mówić. Ważne, że czuję się lepiej i dodatkowo bardziej mi się chce, aby to kontynuować. Moja cera wygląda o wiele lepiej, wysypiam się jak nigdy, Jem więcej warzyw, owoców, piję dużo wody. To się udało. Problem leży w ruchu. O ile nie ma problemu w szafie, sprzęcie, obuwiu, to jest problem w lenistwie. Kurczę, no po prostu mi się nie chce. Właśnie opracowuje sobie system nagradzania. Postanowiłam zrobić listę rzeczy, które lubię, chciałabym zrobić w najbliższym czasie. To takie niby drobnostki, chociażby jak obejrzenie odcinka serialu. Wszystko staram się wypunktować i ułożyć w hierarchii, aby móc dopasować do nagród wysiłek jaki mnie czeka, by móc się w pełni cieszyć efektami. Łączę przyjemne z pożytecznym! Np. wczoraj rozpoczęłam wyzwanie 30 dni przysiadów.


Po pełnym wyzwaniu kupię sobie wymarzoną i upatrzoną torebkę. Poluję na nią już pół roku i wiecznie czuję, że będę miała wyrzuty sumienia wydając pieniądze, a tak, będzie mi bardzo miło to zrobić, bo to w końcu nagroda. 
Oprócz tego wyzwania zaczęłam marszo-biegi. Mieszkamy blisko lasu, więc mam teren do wykonywania tego wysiłku, a aby urozmaicić sobie plan treningowy liczę na niezawodne: Mel B, Linda Edler czy XHIT daily. Nie lubię ćwiczyć na siłowni i pewnie to się nigdy nie zmieni. Wystarczył mi tam rok i niestety mam niemiłe wspomnienia, szczególnie związane z brakiem utrzymywania higieny przez inne osoby, które ćwiczą. Dosłownie raz widziałam, żeby dziewczyna wyczyściła po sobie sprzęt. Na mnie pewnie patrzyli jak na wariatkę, kiedy biegałam z ręcznikiem jednorazowym w poszukiwaniu spryskiwacza, by móc wejść na bieżnie. 

Do wakacji zostały 3 miesiące. Dążę do osiągnięcia fajnych efektów, ale nie mam zamiaru się katować i z otwartymi ramionami witać efekt jo-jo. Może macie jakieś trafne rady, jak wytrwać w założeniu, jak sobie umilić dodatkowo ćwiczenia, albo jakieś fajne zestawy treningowe bez obciążenia. Szukam szczególnie ciekawuch i krótkich serii ćwiczeń, bo najzwyczajniej w świecie szybko się nudzę.


Sprawcy zamieszania. Nieszczęsne jeansy. Dziś wchodzą bez problemu...ale lepiej aby tak pozostało na dłużej. 

Podziel się swoją opinią :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każda opinia jest dla mnie ważna :)