czwartek, 3 marca 2016

Sztuka marzenia. Nigdy o sobie tak nie myślałam...

...zawsze marzyłam o wyjeździe. Od kiedy pamiętam chciałam żyć daleko, szybko i intensywnie. Wiecznie czułam się blokowana przez szare, nudne i nieciekawe miejsce, w którym przyszło mi się urodzić, wychować i dorosnąć. Kiedy dorosłam, zaczęłam pracować, zarabiać i żyć nadal w tym szarym i nudnym miejscu. 
Czasami, gdy myślę o przeszłości bardzo żałuję, że nie wyjechałam. Trwa to kilka chwil. Potem parzę sobie kawę, zjadam kawałek gorzkiej czekolady i znowu zaczynam marzyć o tym, że jednak kiedyś się stąd wyrwę. Na marzenia zawsze jest czas. W moim sercu i w głowie zawsze będzie, pewnie dlatego, że czuję ogromną potrzebę aby wieść inne życie. Czasami człowiek ma poczucie, że stać go na o wiele więcej. To się w mniejszych kręgach zwie ambicją, odwagą, a czasami także zuchwalstwem. Jeżeli jednak czujesz,  tak od dłuższego czasu, to znaczy , że coś jednak w tym jest. Przecież nie każdemu pasuje uniform urzędnika, stała posada w jednej firmie, wieczna sprzedaż towarów i usług, nauczanie dzieci czy dorosłych. Nie każdy musi wieść życie zawodowe dożywotnio związane ze stał a składka ZUS, rozliczeniem przez płacową PIT i darmową wizytą po L4.
Żyjemy obecnie w fajnym świecie. Mamy wiele możliwości i wiele narzędzi. które możemy wykorzystywać za darmo! Wystarczy trochę odwagi, chęć do zmiany i upór. O tak! Upór jest tutaj bardzo ważny. Sama jako LEW jestem mega upartym stworzeniem. Upartym, zachłannym i często wrednym. Wrednym nie dlatego, że lubię ranić ludzi, a wrednym dlatego, że przez ludzi często bywam raniona. To taka tarcza ochronna, mechanizm przed wykorzystaniem dobroci. Z pewnością każdy chociaż raz w życiu doznał zawodu na bliskiej osobie, facecie, rodzinie, przyjaciołach. 
Na własnym przykładzie mogę oprzeć tezę, że Lwy walczą do upadłego, a nawet jak upadają to o walce nie zapominają. Można przegrać i poddać się, a można także przegrać i zregenerować siły na kolejną bitwę. O jesteśmy pamiętliwi jak skurcz... wątroby po Sylwestrze. 


W każdym z nas jest gdzieś ukryta wielka siła życia jaką możemy w sobie rozpalać. Tak samo jak jest rozpalana może także  zgasnąć, kiedy zapomnimy o życiu. Życie bowiem nie opiera się jedynie na patrzeniu na kogoś, a przede wszystkim o patrzeniu na siebie. Obserwowanie otoczenia to przygotowanie się na różne reakcje, z którymi musimy się obyć dla własnego bezpieczeństwa. Tylko w momencie kiedy sami czujemy się bezpieczni, pewni, jesteśmy w stanie zapewnić bezpieczeństwo innym. Dlatego np. kierownikiem nie powinna zostawać osoba bardzo młoda, niedoświadczona, niestabilna w wiedzy, dlatego lekarzem nie powinien zostać student bez świetnie ukończonej praktyki, stażu, ani prawnikiem student prawa bez odbytej aplikacji. Świat sprawdza nasze możliwości i zachowania w wielu momentach, nie tylko w sferze naukowej, zawodowej. Kiedy mam chwile słabości, wspominam sobie osobę, którą mogłabym nazwać z powodzeniem mentorem mojego życia. Jest nią moja kochana babcia. Mimo słabego wykształcenia i niskiej pozycji zawodowej, była cudownym człowiekiem, który miał recepty na każde bolączki życia codziennego. Może to rzeczywiście wielka siła pokolenia wojennego, może my jesteśmy ułomni przez te wszystkie dogodności, może dzieci naszych znajomych wyrosną na jeszcze słabsze pokolenie?! Wojna ukształtowała w niej zaradność, siłę, spryt. Chociaż była wtedy małym dzieckiem, to była bardzo odważnym dzieckiem. W tych moich chwilach słabości szukam w sobie odwagi dziecka. Staram się nie zadawać sobie zbyt wielu pytań tylko z uporem maniaka i odwagą pięciolatki brnę w sytuacje. To często pomaga. Zbyt długie zastanawianie się przynosi nam jedynie starte czasu, a czas jest bardzo cenny. Nikt przecież nie zwraca niewykorzystanych w pełni dni. Dlatego staram się codziennie zrobić:

1 Coś tylko dla mnie 
2 Coś dla Niego
3 Coś pożytecznego wymagającego skupienia umysłu
4 Coś długoterminowego
5 Coś miłego dla kogoś 

Oczywiście że bywają dni, kiedy nie wykonam wszystkich punktów. Najczęściej omijany punkt to ten pierwszy. Bolączki kobiecego braku czasu dla siebie, kiedy ma się go więcej niż zazwyczaj. Uznaję wtedy, że drzemka liczy się jako "coś dla mnie". 
Najwspanialszą rzeczą jest motywowanie samej siebie, kiedy brak motywacji z zewnątrz. Nowa pomadka za wykonane punkty z kalendarza na biurku, smaczne ciastko za poświęcenie 2 godzin na kurs angielskiego, nowa książka za opróżnienie szafy ze zbędnych rzeczy. Muszę sobie jeszcze wymyslić prezent za zdany egzamin na prawo jazdy...a to mam nadzieję już niedługo. Pierwszy etap już mam za sobą. Muszę tutaj stwierdzić, że stare testy były banalne. Teorię udało mi się wczoraj zdać przy drugim podejściu, a miałam 8 lat przerwy od ukończeniu kursu. Pierwszy egzamin, który miałam w piątek zakończył się wynikiem 65/74, czyli zabrakło mi 3 punktów do wyniku pozytywnego. Wczoraj o 7.30 rano! (tak wiem, jestem czasami szalona) udało się i 71/74 pozwoliło mi na chwilę radości i planowanie jazd. Zamierzam do końca maja tego roku być już posiadaczką uprawnień do prowadzenia auta. Tym samym otworzę swoje kolejne drzwi do realizacji marzeń i częstszych wyjazdów, a może także do poprawienia jakości życia, które w brew pozorom nie jest złe, ale przecież zawsze może być lepiej, a LEPIEJ to jedno z moich ulubionych słów. 







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każda opinia jest dla mnie ważna :)