środa, 27 kwietnia 2016

Be Positive Believe in Yourself...


...taki właśnie napis zobaczyłam na bransoletce w miejscowym lumpeksie. Bransoletka plastikowa, zwykła, nic szczególnego. Kosztowała całe trzy zeta. Coś mnie skłoniło aby ją kupić, a jak tylko dotarłam do domu,  to odruchowo poprawiając włosy przeczesane świeżo co przez fryzjerkę- trzasnęłam fotę. Oczywiście fota z bransoletką, bo w końcu to ona wywołała we mnie niesłychany entuzjazm niczym jak u nastolatki. Włos świeżo nastroszony i ta biała koszula były idealnym uzupełnieniem zapewne reliktu czasów współczesnych "made in china", jednak lekko zalatującym tandetą lat dziewięćdziesiątych. 

W latach dziewięćdziesiątych, a raczej pod ich koniec namiętnie kochałam się w chłopaku z klasy rok wyżej, w sąsiedzie starszym ode mnie o całą dekadę i oczywiście wzdychałam do plakatu na którym widniał Brad Pitt. Potrafiłam oglądać Pretty Woman i Dirty Dancing kilka razy w miesiącu i dostałam pierwszy zestaw do makijażu chyba z Oriflame. Pamiętam, że pachniał słodko malinami, a w błyszczyku był brokat. To było takie, hmm, WOW! 

Dzisiaj ucieszyłam się z kawałka plastiku i pomyślałam jak to fajnie, że fryzjerka nie uwierzyła mi, że za trzy miesiące trzydziestka. Ja sama mam problem z definicją swojego wieku. Niby będzie to trzydzieści i spoko, ale jak ktoś pyta to gryzę się w język, bo pierwsze na myśl przychodzi dwadzieścia siedem. 
Kiedy miałam dwadzieścia siedem lat, to myślałam że jestem stara. Patrzyłam w lustro i szukałam zmarszczek, przeraźliwie bałam się, że jak za trzy lata dojdę do trzydziestki to się rozsypię w drobny mak. Przesada straszna. Normalnie ze skrajności w skrajność. Tak sobie myślałam wtedy, że tak niewiele czasu mam dla siebie, a tak dużo miałam pomysłów kiedyś. Sądziłam, że teraz wypalają się wraz z każdym dniem: mój zapał i entuzjazm do podejmowania prób ich realizacji. Bałam się, że będzie coraz gorzej.

Wcale tak nie jest! 
Te kilka miesięcy przed trzydziestką moja skóra wygląda o niebo lepiej, niż wtedy gdy miałam dwadzieścia pięć, sześć, siedem,..., lat. Moje włosy odżywają, bo nie walczę codziennie z ich skrętem, a figura jakoś tak nawet do mnie pasuje. Tu i ówdzie kilka centymetrów do poprawki, ale czuję się z nimi kobieco i pewnie. Nie stoję już jak garbata kaczka, nie porównuje się do modelek i nie omijam szpilek wielkim łukiem. Czasami sobie przeklnę w duchu, jak coś mnie wkurzy, ale taki miałam charakter od zawsze i tego nie zmienię, chociaż pracuję także nad tym. Mam jeszcze więcej pomysłów i nabieram odwagi by je realizować krok po kroku, a przede wszystkim sama. Uczę się nadal i wciąż chcę wiedzę swoją poszerzać, segregować informacje, porządkować dotychczas zebrane. Jestem dojrzalsza, wcale nie wyglądam starzej niż trzy lata temu i moja sprawność nadal jest na dobrym poziomie. Ta trzydziestka to nic złego. Podobno kobiety najlepiej czują się mając lat trzydzieści jeden. Przekonam się o tym już całkiem niedługo.





Teraz jak mnie coś wkurzy to założę swoją tandetną ale piękną bransoletkę, zerknę sobie na to przecudne hasło na niej widniejące i wezmę trzy porządne wdechy powietrza. Jak nie pomoże, to przeklnę głośno, a co tam! Przecież cholera jasna nie wolno w sobie trzymać emocji! Cii...


Podziel się swoją opinią :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każda opinia jest dla mnie ważna :)