poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Idealnie nieidealna kobieta kocha siebie

Kiedyś mocno liczyłam się z opinią innych. Słuchałam koleżanek, które swoje złote rady przelewały jedna przez drugą jak kury na grzędzie. Uważałam, że mama wie lepiej, bo jest starsza, ale i tak zawsze robiłam jej na przekór. Twardo brnęłam w beznadziejne związki z ludźmi, aby tylko nie być samotną. Przed trzydziestką, która już niebawem postanowiłam wszystko zmienić. Zaczęłam radykalnie i szybkimi cięciami. Czasami pewnie w niezbyt grzeczny sposób, ale w końcu robię to dla swojego dobra, a nie dla dobra ludzi wokół. Stałam się silniejsza. Czy to wystarczyło aby odbudować swoją wewnętrzną silę i niezależność?
Z pewnością jestem twardsza, trudno mnie nakłonić jednym uśmiechem do podjęcia decyzji wbrew sobie samej. Nie idę za tłumem i nie słucham tłumu. Jestem po prostu sobą i bardzo mi z tym stanem dobrze. Nie muszę się sztucznie uśmiechać, nie muszę przekonywać do swojego zdania. Ja je po prostu mam i tyle. Chyba to się nazywa wkroczeniem w dorosłość, w pełne podejmowanie decyzji za siebie samą. Nie skłoniła mnie do tego niechciana ciąża, słaba praca, wredni ludzie, nawet nie jakaś tam trauma po śmierci bliskich osób. Chyba każdy człowiek w pewnym momencie w całym tym szalonym tłumie czuje się jakby stał nieruchomo, krzyczał i nikt go nie słucha. Ja tak czułam. Wyszłam z tego tłumu, popatrzyłam na niego z daleka i troszkę się uśmiałam. Obśmiałam ten tłum, obśmiałam swoją żałosność w tym tłumie i znowu obśmiałam ten tłum. Tak bardzo zwracamy uwagę na to jak inni nas oceniają, a zapominamy o własnym odbiciu w lustrze, które zerka na nas każdego dnia. Zapominamy o oczach osób naprawdę bliskich, najbliższych naszej prywatności, intymności. Tak bardzo chcemy być fajni, szczęśliwi, że sami się tą chęcią potrafimy unieszczęśliwić. Kiedyś myślałam, że jestem dorosła. Myliłam się. Dorosłam dopiero teraz. Teraz z pełną wizją tego czego chcę, jak chcę aby to wyglądało jestem w stanie oceniać, wymagać i egzekwować. Dopiero teraz wiem czego tak naprawdę chcę. Teraz bronię swojego zdania, szanuje inne, ale bronię mojego! Chcę uszczęśliwiać siebie, uszczęśliwiając Ciebie, ale nie wbrew sobie. Inaczej to nie wychodzi. Ktoś zawsze pozostanie poszkodowany, z podkulonym ogonem schowa się do budy. 
W świetle ostatnich akcji naszego szanownego rządu...w świetle ostatniego szumu wokół chęci posiadania dziecka, aborcji, gwałtów, marionetek, panów w kieckach i feministek, widzę jeszcze większy sens w tym co napisałam wyżej. Najpierw należy zawalczyć o siebie, aby móc zawalczyć o dwie osoby, trzy, tuzin, tysiąc, milion. Nie chcę pisać o polityce, o religii, o chęci i niechęci posiadania potomstwa. Jestem jednak winna i czuję potrzebę napisania o tym, że nikt, absolutnie nikt nie powinien mieć prawa tak głęboko ingerować w życie osób poszkodowanych. Mowa tu o kobietach bezsilnych, które wbrew sobie miałyby rodzić dzieci, mowa tu o kobietach, które miałyby urodzić dzieci śmiertelnie chore, zniekształcone płody, dzieci z okropnymi chorobami genetycznymi, nieletnie dziewczynki gwałcone z brutalny sposób, kobiety latami zmuszane do rodzenia dzieci, nieedukowane w zakresie antykoncepcji. Skoro silne kobiety, kobiety niezależne same często borykają się z trudami życia codziennego, brakiem pracy, zdradą partnera, samotnością, własną chorobą, to jakim prawem ktoś ma decydować za nie. To moja macica i odwal się od niej? Trafne hasło, lekko buntownicze, nerwowe, ale czy nie tak działa się w obronie własnej?! 


Graffiti znalezione podczas spaceru. Wymalowane na śmietniku. Najbardziej pasowało mi do obecnej sytuacji. Myślę, więc jestem. Myślę sama za siebie i niech tak pozostanie. 


Podziel się swoją opinią :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każda opinia jest dla mnie ważna :)