wtorek, 19 kwietnia 2016

Boją się o Nas więc demotywują. Siła dobrego słowa.

Nie możesz. Nie zrobisz. Nie uda się. Dołujesz mnie tym swoim zachowaniem. Jak mam mówić coś miłego. Zawsze Ci nie wychodziło. A pamiętasz, jak wtedy nie wyszło. Ty weź się lepiej zajmij sobą. Po co Ci to. 

Wiele razy pewnie zdarzyło się i Tobie słyszeć podobne teksty z ust najbliższych. Szczególnie ranią, gdy nie jesteśmy pewni siebie, mamy jakieś kompleksy, wcześniej zdradziliśmy swoje słabości. Pozostaje zawsze pytanie dlaczego Ci najbliżsi zamiast nas motywować wbijają szpilki i kopią w tyłek? Ja mam na to swoją teorię. Nie jest poparta naukowymi badaniami, nie zamieszczono jej w żadnym szanowanym czasopiśmie, nie została zasłyszana w telewizji. To tak mojej własnej autopsji problemu. Najbliżsi ranią nas w taki sposób ponieważ nie zawsze utożsamiają się z naszymi słabościami. Dla nich skoczenie ze spadochronem może być świetną zabawą, dla nas czymś abstrakcyjnym i niebezpiecznym. Nie potrafią sobie wyobrazić jak coś jest dla nas ważne, z jak wielkim dla nas samych problemem się borykamy, bo dla nich to błahostka. Posiadając zupełnie inne zainteresowania i nie są sobie w stanie uświadomić jak priorytetowe jest dla nas ich wsparcie w problemie. Prawda jest tez taka, że nie zawsze najbliższa osoba jest dobrym materiałem na mentora i trenera. Chociaż darzymy się szacunkiem, to jednak znając swoje wady i popełnione wcześniej błędy patrzymy mniej obiektywnie na zmiany zachodzące. My wyciągamy z nich konsekwencje i staramy się naprawić drogę, osoby bliskie zamykają je w kuli błędów nie do ponownego powtórzenia. Pamiętajmy, że sami jesteśmy w stanie określić swoją skalę bólu. Niech nikt nie ingeruje w nasze pasje i własną ścieżkę marzeń. 
Przykład. Kilka razy usłyszane z ust najbliższej osoby zdanie "Ty sobie nie dasz z tym rady.", zaczyna brzmieć prawdziwie, jeżeli rzeczywiście chociaż raz próbując nie udało nam się dojść do celu. Zamiast walczyć ze słabością, wypalamy się i zaczynamy wierzyć w te słowa. Dlaczego? Bo z ust bliskiej osoby wydaja się nam brzmieć bardzo prawdziwie. W końcu znamy się tyle czasu, on/ ona wie lepiej. 
Drugi przykład. Podcinanie skrzydeł. W towarzystwie dalszych znajomych użyte słowa, że nigdy się nie udało, poparte opowieścią i przebiegiem farsy, sprawią że tym bardziej nie będziemy chcieli poprawić wyniku, znów podjąć się wyzwania. Skoro teraz cała grupa ludzi wie, że nie wyszło, to już nigdy nie wyjdzie. 
Trzeci przykład. Niewidzialny klosz. Bliskie nam osoby często myśląc. że chronią nas przed popełnieniem błędu, odniesieniem porażki, smutkiem po jej odniesieniu, nie zakładają nigdy zwycięstwa. Na podstawie zebranych doświadczeń w tej materii innych osób, oczywiście zawsze tych którym się nie udało starają się nas odwieść od poniesienia własnej porażki. Zamiast motywować do działania, pokonywania trudniejszej drogi, starają się z nas zrobić nami samymi bezradnych i nieposiadających wystarczającej wiedzy. 
W takim momencie co można zrobić?! Moim zdaniem odciąć pępowinę i spokojnie porozmawiać na temat świadomości odniesienia błędu. Upewnienia się, że więź nie zostanie zerwana, a w razie rzeczywistej porażki możemy liczyć na przytulenie. Czymś innym jest wsparcie w procesie, a z pewnością czymś ważniejszym jest wsparcie w trakcie i po procesie. Czasami słowa "powodzenia" potrafią zdziałać cuda. Nie są wymagane poklepywania po ramieniu, ciągnięcie za rączkę, pchanie pod górę. Tak niewiele może sprawić uśmiech i wspólna kawa, pogadanka o pierdołach i wysłuchanie problemu, jeżeli taki mamy. 
Sama uczę się takiego wsparcia. Od dłuższego czasu zupełnie inaczej patrzę na własne możliwości. Szkolę i szlifuję swoje pasje. Robię często to po kryjomu, bo nie chcę aby ktoś wykorzystał moje pomysły, obalił je zanim jeszcze mają pełny szkic, podważył moje argumenty nim jeszcze zostały w pełni przeze mnie obrobione. Nauczyłam się tego na własnym doświadczeniu. Na własnych słabościach i "dawaniu złotych rad". To nie jest skuteczne. Czasami bywa mocno zniechęcające lub odebrane jako złośliwość. Sama teraz, gdy posiadam jakiś problem mówię wprost osobom najbliższym, że w tym właśnie momencie potrzebuję wsparcia, bo chyba sama nie poradzę sobie. Zaznaczam jakiego wsparcia i jak długo jest mi potrzebne. Mam już świadomość swojej własnej słabości, a przez to staram się wspierać także w dążeniach do celu i spełnienia marzeń: Pana Męża, mamę, teściów. To nie są łatwe tematy. To są doliny i przepaście poglądów. Łatwo nie jest, ale myślę, że zawsze warto powiedzieć "Powodzenia" i "Zasługujesz na to" oraz "Wierzę, że Ci się uda".


To zdjęcie wykonane w Łazienkach podczas wizyty w Warszawie napawa mnie ciepłem i optymizmem. Kiedy zrobimy sobie biuro, to z pewnością zawiśnie na tablicy motywacyjnej. Podejrzewam, że ta Pani właśnie w taki sposób ładuje się szczęściem i siłą witalną. Dobro podarowane raz, wraca do nas po dwakroć. 

. Podziel się swoją opinią :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każda opinia jest dla mnie ważna :)