#salemthecat magia czarnego kota

Salem to roczny kocur. Jest rasy-  kot europejski. Charakteryzuje go czarna sierść, niezbyt mądre spojrzenie, żółte ślepia i wampirze kły. Kwintesencja Salema zawęża się w naszym domu do jednego określenia - la'kukaracza. Fonetycznie brzmi to dla nas mniej więcej jak połączenie czegoś szybkiego, śmiesznego i nieprzewidywalnego. 
Taki dokładnie jest Salem. Kiedy pojawił się w naszym domu był zarobaczonym wypłochem. Jego sierść przypominała oskubane pióra kaczki, a słodki mały ryjek powodował momentalne ochy i achy. Pokochaliśmy go my, pokochał Janek (wówczas roczny, teraz dwuletni kocur) i pokochali rodzice oraz znajomi. Nie ja jednak była prowodyrem jego przygarnięcia. To Pan Maż chciał czarnego kocura. Uparł się i nie było z nim innej rozmowy. Tak więc oto czarna furia zagnieździła się w naszych skromnych progach. Przygarnęliśmy go od Pani, którą przydomowa kotka obdarzyła kociakami, a że został ostatni z miotu...sami już wiecie jak zakończyła się ta historia. Pan Mąż chciał. Bardzo chciał. Zgodziłam się.
No właśnie tutaj zaczyna się poważny dylemat. Ostatnio gdy oglądałam film CATME TV mówiący o powodach dlaczego warto adoptować czarnego kota, to troszkę się w duszy podśmiewałam, a troszkę cedziłam przez zęby słowa "la'kukaracza". Salem idealnie wpasował się we wszystkie 10 punktów z filmu i oczywiście bardzo go obydwoje kochamy. My z pewnością, Janusz może z drobną niepewnością. Jak przystało bowiem na czarnego kocura, który według mnie jest świetnym cieniem, to ten jest przynajmniej pięć razy szybszy od naturalnego cienia. Dosłownie wszędzie go pełno, a już najwięcej jest go przy stole, wśród talerzy, przy ogórkach, przy pomidorach, przy kabanosach które lubi najbardziej. Wcale, ale to wcale nie narzeka na pustą miskę, czasem nawet dopadnie jeszcze Januszkowej, kiedy ten stwierdzi, że czuje przesyt. Salem to taki mały, dodatkowo czarny Alf. Posiada kilkanaście żołądków i ogromne pokłady energii. Jest wiecznie głodny i szybszy od błyskawicy. Dzięki, o wielkie dzięki, że Pan Mąż dał się namówić na nowy mebel do salonu, czyli dwumetrowy drapak. Teraz chociaż narożnik i krzesła odpoczną od wiecznej bieganiny i pola do zabawy. 

O ile Janusz  w naszym domu przybrał twarz Lorda, to Salem przybrał twarz...hmm...Czupiego. To jest druga nazwa jaka funkcjonuje w określeniu salemowości Salema. Czupi, jak mawia Pan Mąż, to po prostu Czupi. Tutaj powinno się pojawić odpowiednie zdjęcie, które prawdziwość tych słów potwierdza.

Przecież to jest idealny Czupi! Trochę wariat, trochę czupiradło. Widzicie to szaleństwo w żółtych oczach? To jest całkowicie naturalna mina naszego kocurka. 


Tutaj Salem najwyraźniej zastanawia się, czy już może zgarnąć to zalegające w misce Janusza jedzenie, czy może jednak poczekać, aż zrobimy kolację i wówczas przygarnąć coś ze stołu. Szaleństwo na miarę Jacka Sparrowa. Niezły byłby z niego pirat. 


La'kukaracza! Mam Cię! Ma kochany pyszczek i coś dziwnego w oczach. Oczy węża, smoka, a może jednak to magiczny kocur i jak jego imiennik z serialu z lat 90' zacznie z nami rozmawiać i narzekać na puste miski. 

Salem jak przystało na czarnego kocura to siedlisko nieprzewidywalnych akcji, pomysłów na miarę aktorów kina akcji oraz największa przylepa jaką widziałam. On nie przychodzi aby go pogłaskać, on tego żąda. Jak będzie potrzeba, to wciska się na kolana i pręży brzuszek do drapania. Jeżeli nie osiąga celu, to zaczyna miziać rękę, nogę, znowu się kładzie, a jeżeli to nie skutkuje to mruczy i to bardzo głośno, raz po raz podgryzając. 

Z perspektywy tego roku, muszę przyznać, że nie widziałam dziwniejszego kocura i nie wyobrażam sobie, aby z nami go nie było. Jest tak dziwny, tak śmieszny, tak piękny w swojej nieporadności i chyba bardziej uparty ode mnie samej. Podejmując decyzję o przygarnięciu kotka, pamiętajcie o tym, że czarne kotki są wyjątkowe, magiczne wręcz i  naprawdę kochane. 



Podziel się swoją opinią :)

Komentarze

Popularne posty