poniedziałek, 18 lipca 2016

Food Truck Festival Płock 2016 vol.2

Hej! Weekend upłynął nam na samych przyjemnościach. To cudowny czas, kiedy mamy wszystko poukładane, chwile dla siebie i znajomych. Chociaż pogoda nie dopisywała, czarne chmury kłębiły się nad miastem, to już nie było odwrotu. Nigdy nie byliśmy na festiwalu ulicznego jedzenia. Zawsze chcieliśmy się na jakiś wybrać, ale wciąż ganiały nas zobowiązania i nie pomagał brak czasu. W ten weekend w końcu się udało. Chociaż nie był to wielki zlot jakie widywałam na zdjęciach blogowych np. w Warszawie, to i tak najedliśmy się samych smakołyków, a ja doświadczyłam pierwszej dłuższej trasy jako kierowca. 

Fantastycznie znaleźć się na takim festiwalu, szczególnie kiedy mieszka się w mieście, gdzie tak naprawdę nic się nie dzieje. Ech! To miła odskocznia od weekendowego wyjścia do tej samej ulubionej knajpy. Można poznać różnorodność smaków, bo wystawcy street food pokazali fajny przekrój. Były standardowo budy z dobrymi burgerami, klasyczne zapiekanki i oranżada serwowane przez sympatycznego Pana, kuchnia tex-mex, podpłomyki, francuskie naleśniki w wersjach na słono i słodko,orientalne pierożki, pierogi z pieca, oscypki, kuchnia celtycka, lody naturalne, gofry i robiący największą furorę wśród entuzjastów słodyczy, czekoladowy kebab. 


Festiwal usytuowany był pod galerią płocką Mazovia. Wydzielony placyk był zaopatrzony w stoły piknikowe, przez co można było nie tylko wygodnie zjeść, ale np. porozmawiać z innymi osobami, które próbowały smakołyków z food truck'ów. 








Food Truck'i były przeróżne. Klasyczny Citroen zrobił na nas jednak największe wrażenie wizualne i przydałby się w naszej kolekcji obok błękitnego 2CV. Pan Mąż miał ochotę na taco, więc czekał na swoją przekąskę przy Eat on The Street, a ja pędem pognałam pod Parowóz po Dim Sum'y. Pierożki serwowane przez nich były idealne, każde z nas złapało po 2 lub trzy na początek. Kolejne było wyzwanie z cheeseburgerem od The Bandits, którego jakoś daliśmy rade zjeść na pół. Idealnie przyrządzone mięso, chrupiąca buła z sezamem i pyszny sos. Mmm, nadal moje kubeczki smakowe wariują na jego samo wspomnienie. To był jeden z lepszych burgerów jakie jadłam! Na koniec podpłomyk od Flamaster z delikatnym serkiem, cukinią,rukolą i czerwoną porzeczką. Co to było za połączenie! Niesamowity smak i bardzo fajna lekka przekąska. Oczywiście nie mogło zabraknąć świeżej, zimnej lemoniady. Obserwując osoby przybywające tłumnie na festiwal zauważyliśmy, że największym powodzeniem cieszyły się frytki belgijskie serwowane na różne sposoby. Nie byliśmy już w stanie nic pomieścić, więc wyjadaliśmy je naszej koleżance, która odczekała po ostrym taco i popędziła po czekoladowego kebaba. Wyglądał imponująco i był mega słodki. Idealny dla fanatyków czekolady. 




Z pewnością nie będziemy sobie odmawiać przyjemności kolejnego tak pysznego wypadu. Od kiedy jestem kierowcą, nawet Pan Mąż chętniej chce się wybierać w dalsze podróże weekendowe. Moim kolejnym punktem jest "Śniadanie na trawie". To musi być fajna opcja, szczególnie w słoneczny dzień. Już wypatruje jakiegoś eventu w okolicy. 
Może w Waszej okolicy dzieją się takie fajne rzeczy? Z przyjemnością o tym poczytam. Lubicie takie festiwale, gdzie można w tłumie zjeść smakołyki z różnych zakątków świata, czy jednak odwiedzacie tylko sprawdzone miejsca? 

Miłego dnia!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każda opinia jest dla mnie ważna :)