Jak poradzić sobie z jesienną chandrą?

Leżysz zawinięta w koc na kanapie, a Twoją ulubioną czynnością jest obejrzenie kolejnego odcinka serialu? Pijesz trzecią kawę, a masz wrażenie, że właśnie wstałaś z łóżka? Przybij piątkę koleżanko!
Czujemy się podobnie. 

Co roku powtarzam sobie, że zrobię formę na lato, co roku mam nadzieję, że zmiana nawyków pozwoli mi ominąć jesienną chandrę. Czasami udaje mi się zniwelować to uczucie zastygnięcia radości. Mam już kilka sprawdzonych sposobów i ostatnio wprowadziłam je w życie. Pomimo tego, że czasami nie chce mi się nawet wstać spod kołdry, to przetestowałam na sobie kilka trików i one naprawdę pomagają mi przetrwać jesień. 

Po pierwsze jeżeli już spać to zawsze w czystej sypialni. Okres kiedy zaczynamy grzać w mieszkaniu powoduje skumulowanie się kociej sierści w pobliżu kaloryfera. Nie ma dnia abym nie odkurzała, a mycie podłogi to zadanie, którego "kociarze" z pewnością nienawidzą. Łączę się z Wami w bólu. Jest jednak w tym jakaś reguła. Wysprzątane mieszkanko, to takie w którym czas spędza się w miły sposób. Moja mama zdradziła mi sekret lśniących szyb i sposób na świetne domycie podłóg. Lanolina oraz mydło marsylskie to produkty, które od dłuższego czasu pomagają mi utrzymać nie tylko czystość, ale także piękny zapach w mieszkaniu. Lanolinę zamawiam zawsze na allegro, a mydło marsylskie znajdziecie w każdym markecie. Pachnący i czysty dom, to zdrowy sen i lepsze samopoczucie. Wydaje się banalne? Pewnie i jest, ale tutaj muszę się zgodzić z moją mamą i potwierdzam, że czysty kąt to lepsze samopoczucie i spokojny sen.



Drugi sposób to taki, który lubię najbardziej. Wracam do ulubionego serialu sprzed lat. Nie oglądam go jednak ciągiem. Maksymalnie są to dwa odcinki w ciągu dnia. Wieczór z takim naprawdę mini maratonem nie tylko poprawia mi nastrój, ale powoduje, że wracają wspomnienia z okresu, kiedy był on naprawdę na topie. Wtedy miałam o wiele więcej energii, a imprezowy tryb życia przypominał styl głównej bohaterki. Kończę ten wpis po szalonym wieczorze panieńskim, który udowodnił mi, że lata jednak lecą, a czas poświęcony na regenerację to z pewnością nie jeden a dwa dni. 



W weekend zazwyczaj wiercę dziurę w brzuchu Pana Męża, aby obejrzał jakiś film, który ja wybrałam. Na szczęście on także lubi wracać do dzieciństwa i oglądać filmy animowane. Stan euforycznej beztroski, to taki który jesienią jest wręcz pożądany u trzydziestolatków. Pielęgnujemy to uczucie od dłuższego czasu, a niektóre bajki widzieliśmy już chyba setki razy.


Jesień to także ciepłe zupy, pyszne makarony i pieczenie ciast. Zaczynamy gromadzić siły na przetrwanie zimna, a w naszym mieszkaniu książek kucharskich jest bardzo wiele. Często sięgamy po jakieś nowe przepisy i chętnie się nimi dzielimy. Najedzony człowiek, to uśmiechnięty człowiek! 



Sałatka została ostatnio przetestowana na mojej przyjaciółce, która jest od niedawna weganką. To ona obdarowała mnie w ubiegłym roku rewelacyjną książką Marty Dymek Jadłonomia. Chciałam ją jednak zaskoczyć i w książce Bądź Fit odkryłam przepis na świetną sałatkę, a dodatkowo traf tak chciał, że dosłownie wszystkie składniki miałam w domu. W końcu użyłam nasion lnu i przyznaję, że kuchnia wegetariańska i wegańska, chociaż są mi nadal obce, to zaskakują mnie pozytywnie. 



Nie ma lepszego sposobu na jesienną chandrę jak pyszna, czarna kawa, ulubiony magazyn i coś słodkiego. Staram się jadać także zdrowe, wciąż słodkie przekąski. Może daktyle, to nie torcik bezowy, albo sernik mojej mamy, ale muszę pamiętać, że zimą to jeansy powiedzą mi prawdę. Ciekawa jestem co wy podjadacie do popołudniowej kawki?


Każdy kto ma kota, albo nawet więcej niż jednego kota, a także jakieś inne stworzonko w domu, ten wie, że nie ma lepszych czasoumilaczy. Nasze kocury jesienią zaczynają wchodzić w stan niedźwiadkowy. Zwijają się w kulki i przesypiają całe dni. Są jednak chwile, kiedy zaczynają się ich harce i popisy, a my mamy z tego frajdę lepszą niż kabaret. 




Wychodzę z założenia, że nic tak nie poprawia mi humoru, jak zakupy. Nigdy nie wydaję kolosalnych kwot i chociaż jestem lumpeksowym freakiem, to także śmigam po sieciówkach i sklepach internetowych. Okres wyprzedaży na szczęście trwa obecnie prawie cały rok i odnoszę wrażenie, że zawsze, kiedy jestem w centrum handlowym to widzę metki z napisem SALE. W porównaniu z ubiegłymi latami, moje zakupy stają się bardziej przewidywalne. Kolory są stonowane, fasony podobne, ale większą wagę zaczynam przywiązywać do biżuterii, torebek i dodatków. Kiedy zobaczyłam ten kapelusz to nie mogłam się powstrzymać od myśli, że to będzie idealny jesienny dodatek do płaszcza, ramoneski, wielkiego szala, a dodatkowo dodaje charakteru i ma ciekawą formę. Został stworzony chyba dla kociej mamy. Torebka w kolorze khaki to po prostu strzał w dziesiątkę. Idealnie spisuje się codziennie i od święta, bo ma dodatkowy pasek w formie łańcuszka. Zawieszkę można zdjąć, dzięki czemu można się pokusić o stwierdzenie, że mamy trzy różne torebki. Jesienny kolor, ładna rzecz, idealna nie tylko na jesień. To niby takie drobiazgi, ale ładne rzeczy sprawiają, że z chęcią wychodzę w te ponure dni z domu. 


kapelusz- H&M%, torebka - paulinaschaedel, sneakers- CCC 


Ciekawa jestem jakie są Wasze sposoby na przetrwanie jesieni. Podzielcie się swoimi trikami na wydobycie z siebie energii i wprawienie siebie w pozytywny nastrój. Takie rady z pewnością przydadzą się nie tylko mnie. 

Miłego, aczkolwiek szarego dnia!



Będzie mi miło poznać Ciebie bliżej, komentarz można pozostawić na dole strony klikając w tytuł posta :)

Komentarze

Popularne posty