wtorek, 28 lutego 2017

Recepta na miłość

Dziś dokładnie po 13.00 miną 3 lata od Naszego ślubu cywilnego. 8 minut stresu, a jakże przyjemnie to sobie przypomnieć jeszcze raz. 



Recepta na udany związek? Jest taka? Nawet jeżeli ktoś ją wynalazł, to wątpię czy sprawdzi się w każdym wypadku. Jutro nasza 3 rocznica ślubu. Tego cywilnego. Tak, mieliśmy dwa. Dlaczego? Dlaczego nie? Ten pierwszy- 28 luty- odbył się dokładnie w 5 rocznice powstania Naszego świata. Ten drugi 21 czerwca to data ślubu rodziców mojego męża. Tworzą świetny związek i chociaż sama nie mogłabym dokładnie w takim tkwić, bo każdy jest inny i każdego kręci co innego, to mogę przyznać, że nic nie łączy dwojga ludzi tak jak wzajemna pasja do tworzenia wspólnych szczęśliwych wspomnień, przyjaźń, zaufanie i wyrozumiałość kiedy pojawiają się "siwe dymy" no i najważniejsze- szacunek i rozmowa! Bez tego nic się nigdy nie uda 💓😉...no przynajmniej ze mną. 


Dokładnie ten tekst zamieściłam wczoraj na Instagramie. Dziś i pewnie przez kolejne dni, będzie on aktualny. Nie mam żadnej recepty na miłość. Gdyby taka była, to pewnie spotkalibyśmy się wcześniej, a mi zaoszczędziłoby to czasu na poszukiwania, miłosne pomyłki i rozczarowania. W sumie to można by rzec, że my nie jesteśmy idealnie dopasowani, ale w tym niedopasowaniu jest jakiś porządek. Ja chce rządzić, on mi czasem ulega, on jest marudny, ja jestem charyzmatyczna, on kocha las i góry, ja wolę morze i jezioro, a łączą nas koty, wspólne marzenia i czekolada z orzechami laskowymi! 
Jedno martwi się o to drugie tak samo jak o siebie a nawet jeszcze bardziej, lubimy się rozpieszczać i celebrujemy wspólne posiłki. Niewiele czasu dla Nas zostaje po wykonaniu różnych zadań, ale nawet najbardziej zapracowani potrafimy na chwilę przerwać:

- Kawa?!
- Zrobisz?
- Zrobię!
- To kawa!
- A jakbym nie zrobiła?
- Ty robisz lepszą!

Zgrzyty? Zawsze występują w związkach i nas nie omijają. Ja mam w sobie coś dosyć niepokojącego- jeżeli coś organizuję, to czuję odpowiedzialność za odczucia innych i nie spocznę, póki nie osiągnę celu. Łatwo wyprowadzić mnie z równowagi, np. kładąc brudny talerz... Głupie? No, tak już mam i walczę z tym. On natomiast irytuje się czekając pod drzwiami kolejne kwadrans, kiedy ja powinnam być uszykowana 20 minut temu. No i te sprzeczki w aucie, kto lepiej prowadzi i kto lepiej by w tym momencie wykonał dany manewr. To od czerwca standard! Dąsanie przez kilka chwil przeradza się w szczeniackie podchody i jakże ciepłym tonem wypowiedziane słowa:
- Kochanie, co zjesz na obiad/ kolację?
Te słowa padają na zmianę, raz z moich, raz z Jego ust. Kiedy trafi się, że jest w domu czekolada, to wiadomo, że zjemy ją wspólne i będzie zgoda! Bo przecież się kochamy, a nawet najlepsza miłość nie jest idealna. 






Będzie mi miło poznać Ciebie bliżej, komentarz można pozostawić na dole strony klikając w tytuł posta :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każda opinia jest dla mnie ważna :)