Kobieta jest bezbronna, kiedy ma świeżo pomalowane paznokcie.

Pewnie niejednokrotnie spotkałyście się z tym zdaniem, zabawnym obrazkiem i same doświadczyłyście kryzysu w trakcie malowania paznokci, bo nagle do drzwi ktoś zapukał, bo potrawa w garnku zaczęła się przypalać, bo kot zrzucił waszą ulubioną świeczkę, albo psiak wskoczył na kolana i zostawił sierść na stole, etc. 
Nienawidziłam malowania paznokci! Naprawdę nie lubiłam tej czynności, jeszcze bardziej od regularnej depilacji, farbowania odrostów i czekania z maską na włosach 15-25 minut. O zgrozo! Naprawdę podziwiam Was kosmetyko-maniaczki za cierpliwość w testowaniu kosmetyków, przestrzegane zaleceń producenta, relacjonowanie wszystkiego krok po kroku. Ja mam chyba takie kosmetyczne ADHD. Lubię bardzo nowinki, polskie marki, czasami zdarzy mi się wydać więcej na pomadkę czy balsam do ciała, ale moja euforia w stosowaniu jest jak ogień. Szybko się porywa do góry, tańczy jak szalona i nagle opada do ziemi, aż na koniec tli się małym płomyczkiem i wygasa. 

Zupełnie inaczej jest z hybrydami. No po prostu oszalałam! Zaczęło się od podglądania z zachwytem paznokci mojej szwagierki. Te jej smukłe palce, długie i zawsze pięknie pomalowane paznokcie były dla mnie najprzyjemniejszą rzeczą do obserwacji podczas wspólnego popijania wina. Spoglądałam na moje podłamane kikuty, czasami pomalowane, ale częściej obdrapane, te moje skórki wiecznie zadarte, suche i marzyłam, że pewnego dnia obudzę się i będę miała dłonie jak u modelki pierścionków. Ech, może i byłoby to możliwe, gdybym nie posiadała dłoni liliputa. Moje palce są krzywe, krótkie i każdy żyje własnym życiem. Matka Natura widocznie była na kacu.  Na szczęście ktoś wymyślił hybrydy i o ile nie kręcą mnie te robione na hmm... sztucznie wykreowanej płytce, to te na naturalnym paznokciu spełniają moje zachcianki. Uprzedziłam więc Świętego Mikołaja i sama sprawiłam sobie zestaw startowy, a co! Wydałam pieniądze, które uzbierałam ze sprzedaży zalegających rzeczy, więc było to bardzo uzasadnione. #SamadlaSiebie to uczyniłam. Początki nie były łatwe. Zalane skórki, pierwsze kroki w temacie i źle przygotowana płytka. Ściąganie? No to chyba jakiś żart. Popytałam, dziewczyny doradziły - Dzięki Kasiu! Dzięki Basiu! Nie twierdzę, że robię to idealnie, bo do tego jeszcze długa droga, ale moje paznokcie wyglądają o niebo lepiej niż dotychczas, a w zabawę wkręciła jeszcze koleżankę, która po raz pierwszy w życiu chciała aby pomalować jej paznokcie na czerwono! Hybrydy zmieniają podejście do malowania paznokci. Na szczęście (puk! puk!) nie dotknęły mnie dolegliwości ich noszenia, nie wystąpiła żadna reakcja alergiczna, a moje hybrydy ściągam maksymalnie po dwóch tygodniach. Jeszcze się nie zdarzyło, alby wyglądały na tyle idealnie aby nosić je kolejny tydzień. Używam hybryd różnych firm. Odkładam drobne do skarbonki i jak uzbieram jakąś kwotę to ruszam na zakupy nowych kolorów. Na samym początku dostawałam oczopląsu w sklepie patrząc na próbniki i nadal tak mam, kiedy widzę nowości wchodzące na rynek. Nowa kolekcja Semilac czy Indigo Miami by Natalia Siwiec oczarowały mnie i mam już kilku faworytów, na których zbieram do świnki. Lubię także lakiery NeoNail, bo to z nimi rozpoczęłam swoją przygodę. 







































Początki są zawsze trudne, ale nie trzeba się zniechęcać. Nawet nierówno paznokcie były dla mnie szałowe, bo wyglądały o niebo lepiej od tych, które miałam na dotychczas. Fioletowe piękności to sylwestrowe zrobione przez moją Szwagierkę- nosiły się świetnie!




Czerwień i złoto to było idealne połączenie. Klasyka i odrobina błysku. Niesamowite, że teraz takie paznokcie można sobie malować samemu w domowym zaciszu.



Wypędzając zimę postawiłyśmy z koleżanką na żywe kolory i mocne akcenty! Pyłek Indigo butterfly metalmanix zawładnął naszymi sercami, ale nie mam jeszcze odpowiedniego topu do jego aplikacji. Czas to zmienić!


Krótkie nudziaki z zatopionymi kawałkami folii imitującej rozbite szkło i pyłek holomanix to świetne delikatne akcenty. Skórki już w lepszym stanie, co bardzo mnie cieszyło.





Dla mnie hybrydy to nie tylko ładne paznokcie, ale i wygoda. Podkreślam po raz enty- nienawidziłam malowania paznokci...zazwyczaj musiałam to robić dwa razy w tygodniu, albo rezygowałam z lakieru, bo zajęcia sportowe niszczyły efekt. W maju wybieram się do Torunia na Pokaz Semilac i już zacieram ręce przygotowując portfel na zakupy! Pokaz będzie pod koniec maja, więc liczę na dużo nowości na lato. 

Jestem bardzo ciekawa jakie są Wasze doświadczenia z hybrydami. Może macie swoje ulubione kolory, które wracaj a do Waszych kuferków? Złe doświadczenia i te dobre będą z pewnością wskazówkami dla mnie i innych zainteresowanych. Dajcie znać :).



Będzie mi miło poznać Ciebie bliżej, komentarz można pozostawić na dole strony klikając w tytuł posta :)

Komentarze

Popularne posty