poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Kochanie, a może kupimy dracenę?

Jakiś miesiąc temu w naszym mieszkaniu pojawiła się dracena. Niby kwiatek, jak każdy inny. Trochę palma, trochę juka, trochę PRL'em zapachniało. Pamiętam, że moja babcia uwielbiała takie kwiaty. Co weekend czyściła szmatką liście i dźwigała wielka doniczkę, kiedy pastowała parkiet. Mój małżonek nie zdążył poznać ani babci, ani jej kolekcji kwiatów palmowatych, paproci i fiołków, ale jak się okazuje miałby z babcią wiele tematów do rozmów.
Kiedy wybraliśmy się do sklepu ogrodniczego z zamiarem "ogladania" roślin na wiosenne sadzonki balkonowe, On ujrzał dracenę. Na moje nieszczęście była z nami teściowa, która gdy tylko zobaczyła entuzjazm swego młodszego syna na widok wielkiej rośliny, w mig posłała nas do działu z doniczkami. Doniczki jak doniczki, stwierdziłam. Jakże mylne było moje przekonanie. Doniczek jest teraz miliard, a dracena upatrzona przez męża jest naprawdę pokaźna, tak więc doniczka musiała ją utrzymać w pionie. Jest! Doniczka została wybrana po jakiś dwudziestu-kilku  minutach. Chyba szybciej dokonuję zakupów odzieżowych. Kwiat ledwo zmieścił się do auta, a ja starałam się jechać najostrożniej jak tylko potrafię. Mina Pana Męża przypominała minę dziecka, które otrzymało bluzę z ulubioną postacią z bajki. Gdybym tylko złamała jakiś liść, to pewnie słuchałabym żalów do końca życia. Dracena została po królewsku zaniesiona do windy, a następnie dostarczona do mieszkania. Pan Mąż natychmiast zaczął ją przesadzać do doniczki i z szelmowskim uśmiechem ustawił roślinę w miejscu, gdzie do tej pory stał fotel. Fotel jest ukochanym miejscem kotów. Nie tylko służy do obserwacji podwórka, odpoczynku, snu, a także jest bezpośrednią drogą na sam szczyt regału z książkami. Nie wróżyłam więc temu ustawieniu długiego żywota, a konkretnie dracenie. 

Jeszcze tego samego wieczoru dracena i koty zostały wystawione na próbę. Udaliśmy się do znajomych na wieczorne spotkanie. Miedzy kawałkiem pizzy, a lampką wina były wspominki na temat dzisiejszych zakupów w ogrodniczym- draceny, rośliny wybranej przez Pana Męża. To on zobowiązał się dbać o nią, podlewać, czyścić, odżywiać. Znajomi gratulowali pięknej rośliny, były ochy i achy oraz trafiły się moje obawy, czy jak wrócimy do domu dracena będzie stała wciąż w pionie. Salem i Janek potrafią szaleć jak tygrysy. Pojawienie się prawie że palmy w domu z pewnością wywołało w nich poruszenie. Jeszcze większym było nagłe zastąpienie rośliną ich ulubionego fotela.  Finalnie okazało się, że Salem kopał w ziemi. Jest też domniemanie osikania kwiatka, ale dowody były zbyt słabe, aby załączyć je do akt sprawy, hah. Miłość Pana Męża do draceny kwitła więc dalej, a moje oczy wodziły za każdym krokiem Salema. Stosunek Janusza względem draceny był nadzwyczaj obojętny. Przełomem było zdjęcie draceny na Instagramie, którą dostrzegła moja szwagierka. Posypały się komentarze, linki, kocie dramaty.
Roślina ta jak się okazało, może wywołać u kotów chorobę układu pokarmowego. W jej liściach zawarte są dla nich szkodliwe toksyny. No tak...przecież o tym nie pomyśleliśmy w ogrodniczym. Wychowani w domach, gdzie kurz na podłodze nie był nazywany zabójcą, a zwykłymi "kotami", truskawki najlepiej smakowały prosto z krzaka i pomidory jadało się zawsze ze skórką...no kurczę, nie pomyśleliśmy żeby zreaserchować kotolubne kwiaty.  Na szczęście chłopaki nie tykali liści. Nie sądziłam, że uda mi się tę palmę tak szybko przenieść do biura. Ku mojej i kotów uciesze, dracena jest zamykana, a małżonek zyskał w swoim pokoju do pracy kameralnej odrobinę zieleni. 

P.S. Przyznam, że wcale nie wygada tam źle i gdyby nie niebezpieczeństwo jakie może nieść jej pozostawienie w salonie, to pewnie bym jej dała spokój. No, ale nasze kocury to kochane chłopaki! Nie będziemy ich niepokoić i najważniejsze, fotel wrócił na miejsce. 







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każda opinia jest dla mnie ważna :)