piątek, 19 maja 2017

Do dna! Denko kosmetyczne Cooltury #1 2017

Cześć!
Wcześniej wspominałam, że zabieram się do denka. To moje pierwsze denko na blogu i szczerze przyznam, że podziwiam dziewczyny, które zbierają do tego cyklu puste opakowania po produktach przez kilka tygodni.  W naszej mikroskopijnej łazience moje "denka" walały się z miejsca na miejsce i kilka razy musiałam  przypominać Panu Mężowi, że to jeszcze! nie są śmieci. Był z deka zdziwiony tym faktem, ale machnął ręką i lekko się uśmiechnął. Tarararam! Udało się. Dziś jest ten dzień, kiedy w końcu zebrałam się do zrobienia fotek i z ulgą w końcu wyrzucę wszystkie puste opakowania. Przyznam się, że tych produktów byłoby więcej, ale kilka "omyłkowo" wpadło w paszczę śmietnika.


Dodatkowo szczęście ostatnio mi sprzyjało i w moje posiadanie wpadła wspaniała taca wiklinowa, która kosztowała całe 4 zł, w lumpie! Przepiękna pogoda sprawiła, że zdjęcia mogłam wykonać na balkonie w świetle dziennym, wykorzystując do nich wyczyszczoną i osuszoną perełkę z drugiej ręki. Lubicie buszować po lumpach i pchlich targach? Ja jestem czasami żywą reklamą, że można ubrać się za niewielkie pieniądze właśnie w second handzie. Z pewnością jest to zaleta mieszkania w mniejszym mieście. Second handy są tu świetne, a ceny nie zwalają z nóg. Wróćmy jednak do bohaterów posta. 

Na pierwszy rzut idą produkty do pielęgnacji i mycia włosów. Moje problematyczne, grube, sianowate, rozjaśniane włosy potrzebują naprawdę sporej dawki kosmetyków. Próbowałam przerzucić się na szampony naturalne i stosuje je obecnie zamiennie z tymi "z silikonami". Czasami mam wrażenie, że gdyby mogły, to w przeciągu dwóch nocy zamieniłyby się w dredy albo wielkiego mopa. Zawsze włosy myję dwukrotnie. Najpierw zmywam wszystkie kosmetyki, które przez 2-3 dni na nich lądowały, a następnie robię właściwe mycie skóry głowy i całych włosów. Do mojego denka wpadły dlatego aż  trzy szampony! Odżywki... wylądowały w koszu, ale wspomnę jedynie, że nadal poszukuję cudownej odżywki, która sprawi, że układanie włosów przestanie być koszmarem. Do Ultra Doux firmy Garnier z olejkiem z awokado i masłem Karite wracam co jakiś czas. Bardzo odpowiada mi zapach tego szamponu i rzeczywiście powoduje, że stają się bardziej miękkie. Essence Ultime Schwarzkopf nie wywołał we mnie zachwytu i raczej się już nie spotkamy pod prysznicem, za to preparat upiększający włosy tej firmy jest rewelacyjny! Stosuję go dzięki Kasi z bloga Dress Your Face. Ostatni szampon to Pielęgnacja do włosów farbowanych jasnych Laboratorium Pilomax. Ten produkt jest nie tylko wydajny, ale bardzo skuteczny. Nawilża włosy i już planuję zakup kolejnego opakowania. Ostatnia jest saszetka z L'biotica Biovax zawierająca keratynę i jedwab. Bardzo lubię te saszetki i często decyduję się na zakup maski do włosów właśnie w tej formie. Taka saszetka starczy mi na dwa mycia i wciąż mogę próbować innych kosmetyków. Jej koszt jest niewielki, a ta firma posiada w swojej ofercie bardzo wiele produktów, z którymi moje włosy się polubiły.



Na drugi ogień idzie coś, bez czego nie istnieje poranna i wieczorna kąpiel. Żele pod prysznic muszą nas uwieść zapachem, mieć kremową konsystencje i być wydajne. Obydwoje korzystamy z tego kosmetyku i podczas zakupów zawsze wybieramy coś innego. Jakoś w tym wypadku nie przywiązujemy się silnie do marki i lubimy zmieniać zapachy. Nie dla nas niestety długie wylegiwanie się wannie pełnej bąbelków po kolorowych kulach, solach i płynach. Mamy jedynie prysznic, więc zakupy mocno się nam w tej sferze ograniczyły. Żel firmy Fa był nie tylko bardzo duży (750ml), ale miał także piękny, elegancki zapach różowych fiołków i lśnił jak czarny ametyst. Zastanawiacie się jak lśni ten kamień? Po prostu perłowo. Nie było to jednak widoczne na ciele, więc nawet Pan Mąż po wyjściu spod prysznica nie błyszczał w słońcu jak Edward ze Zmierzchu. Jedyny jego minus to ogromne opakowanie bez poręcznego dozownika. Dla moich małych dłoni był to PRZEOGROMNY problem. Żel Adidas Climacool będzie idealny dla osób uprawiających sport i ceniących sobie odczucie chłodu na skórze. Ten zapach mieszanki cytrusów i mięty idealnie wpasuje się właśnie w taki aktywny tryb życia. 250 ml zamknięte w poręcznej plastikowej butelce, która zmieści się bez problemu do każdej sportowej torby i ma mocne zamknięcie, dzięki czemu unikniemy niemiłych niespodzianek po powrocie do domu z siłowni lub basenu. 


Na koniec coś z pielęgnacji. Do pierwszego denka Cooltury trafił absolutny ulubieniec i żel do mycia, którego używam od kiedy tylko pojawiła się seria Liście Manuka na rynku. Kończymy jedno opakowanie i kupujemy następne. To tani i wydajny produkt, który świetnie oczyszcza twarz i nie wywołał u nas żadnych skutków niepożądanych. 200 ml produktu starczy nam naprawdę na dobre kilka tygodni, a korzystamy z niego obydwoje. Niezmiernie się ucieszyłam z wykończenia mleczka do demakijażu Mixa. Lubię produkty tej firmy, ale z tym się nie zaprzyjaźniłam. Jest delikatne, nie podrażnia, ale nie radzi sobie z trwałymi kosmetykami i często musiałam sięgać po niezawodny płyn z Sephory, aby domyć resztki tuszu, szminki lub pomady do brwi. Plus był taki, że ma dozownik i zostawia na twarzy miłe uczucie nawilżenia. Pewnie lepiej spisałoby się przy kosmetykach mineralnych, ale ja akurat z takiej formy makijażu nie korzystam. Ostatnim kosmetykiem jest krem Lirene Age reGENeration, który ma nawilżać i matowić cerę. Krem jest przeznaczony dla osób 30+, czyli dla mnie. Dostałam ten krem w prezencie i wykorzystałam do denka, bo idealnie trzymał się na nim makijaż. Wspomagałam się jednak wieczornym nakładaniem olejku lub serum. W sumie mogę go opisać tak: "Producent na plastikowym opakowaniu zawarł niewiele informacji, czyli nie chciał też wiele obiecywać, więc i ja nie obiecam Wam cudów po jego stosowaniu." Grzecznie mogę rzec: nie pomógł, ale także nie zaszkodził. Czy kupiłabym go sama? Raczej nie, ale lubię bardzo z tej firmy kremy do rąk, stóp i mają także fajne balsamy brązujące. 



Uff! Przyznam, że z przyjemnością ruszę do kontenera na odpadki plastikowe i pozbędę się tych opakowań. Z przyjemnością oglądam i czytam posty o denkach kosmetycznych,. Często dzięki nim zakupiłam jakiś fajny produkt lub dowiedziałam się o jego istnieniu. Moje deneka znajdziecie w każdej drogerii lub w supermarkecie. Tam zazwyczaj robię zakupy. Internetowe sklepy to dla mnie miejsca, gdzie poluję na kosmetyki kolorowe, woski, pędzle, lakiery hybrydowe. Na dzień dzisiejszy mamy możliwość korzystaniu z różnorodnych marek, selekcji cen i poszukiwania promocji. Dajcie znać, co znajduje się u Was na wykończeniu. Miłego dnia!

Będzie mi miło jeśli zostaniesz ze mną dłużej :). Zostaw po sobie ślad.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każda opinia jest dla mnie ważna :)