Podatek od głupoty.

Janusz nigdy się nie przejmuje. Wstaje kiedy chce, je kiedy ma ochotę, bo miska napełniana jest trzy razy dziennie i przytula się z wdzięcznością, że uratowaliśmy jego los przed  niebezpieczeństwem bezdomności. 

Ola przejmuje się przynajmniej raz dziennie. Wstaje kiedy zadzwoni budzik, zje śniadanie lub czasem wyjdzie bez niego i przytula się do Jego ramienia z wdzięcznością, że kocha jej wszystkie wady. 



Z Januszem łączy nas miłość do spania, sypialnia i kołdra o wymiarach 2 na 2,20 metra a, w której każde z nas lubi zanurzyć swój nos. To właśnie w tym miejscu odpoczywamy najlepiej, a wszelkie problemy znikają zatopione w poduszkach o wymiarach 70 na 80 centymetrów. Czasami dołączy do nas Salem, nasz czarny wszystkożerny potworek, ale zazwyczaj zostaje na fotelu. Wówczas ta godzinka tylko dla nas, tuż po opuszczenie domu przez Pana Męża staje się być chwilą na regeneracje myśli i powolne marzenie o wspaniałym dniu.
To miejsce także pomaga nam ukoić skołatane nerwy. Wczoraj się przejęłam, bo wyrzuciłam kupon totolotka przed losowaniem numerów. Z głową w chmurach sprawdzałam wcześniejsze losowanie i wyrzuciłam dobry kupon. Tak, czasami płacę tzw. "podatek od głupoty" i snuję plany o zakupie domu w Chorwacji, Grecji, lub w Marbelli. Urządzam go, projektuję ogród, basen i prawie zaczynam pakować walizki z nadzieją, że może byłam w czepku urodzona i stanę się posiadaczką fortuny. Gdybym wygrała, to On w końcu wyprowadziłby się stąd bez marudzenia, bez zgrzytania zębami, bez zastanowienia! A tu taka akcja, że kupon z dwoma zakładami, dodatkowo z plusem, zgnieciony własną ręką, leżał w worku pachnącym truskawkami z opakowaniem po pesto. To była moja wina. Z przerażeniem czytałam formułkę zamieszczoną na odwrocie. Formułka ta mówiła, że kupon należy przechowywać najlepiej w kopercie i nie można go zabrudzić tłuszczem. Na moim wyłowionym ze śmietnika kuponie malowała się wielka tłusta plama oliwy. Przejęłam się jednak zupełnie niepotrzebnie, bo jak na złość nie miałam nawet trójki. Mieszkanie w większym mieście znowu przeszło mi koło nosa, ale już się nie przejmuję, bo piszę zanurzona w kołderce i ciepło Januszka powoduje, że moje myśli staja się być znowu optymistyczne. Podobno obecność kota i wibracje jakie wydaje z siebie z zadowolenia potrafią leczyć. Moje stopy są całe zakryte i nawet gdyby Janusz chciał wcisnąć się dołem pod kołdrę, to nie zdołałby zburzyć tego kokonu spokoju. Musi zadowolić się miejscem z boku. 

Jedni kochają las, inni jezioro, morze, góry, wyciągnięty sweter po mamie, a ja mam moją kołderkę i zaprawdę Wam powiadam ,że nawet temperatury rodem z Hiszpanii nie zmienią mojej miłości do niej. Janusz jest chyba tego samego zdania, albo czymś się przejął. Dam mu chwilę odpocząć, niech dojdzie do siebie i ruszy dalej na podbój komarów i innych owadów. 



A Ty gdzie najlepiej ładujesz baterie i uspokajasz skołatane nerwy? 

Będzie mi miło jeśli zostaniesz ze mną dłużej :). Zostaw po sobie ślad.

Komentarze

  1. Pięknie napisane. :)
    Pozdrowienia,
    DaisyLine - mój blog o modzie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Czasami muszę wylać z siebie kilka emocji :)!

      Usuń

Prześlij komentarz

Każda opinia jest dla mnie ważna :)

Popularne posty