Podsumowanie stycznia 2018. Góry, snowboard, kocie opowieści, Jumanji i biały śnieg.


Ooo! Patrzcie, biały śnieg! -podobno tak wykrzyknęła kiedyś moja teściowa i do dziś wszyscy tak krzyczymy, kiedy zima nadejdzie na całego!

Macie takie swoje rodzinne suchary?


Wprawdzie teraz śniegu na Kujawach nie ma, szczypie w nos zimny mróz, ale w drugim tygodniu stycznia wyjechaliśmy na tydzień do Białego Dunajca i dostąpiliśmy zaszczytu podziwiania i dreptania, a nawet ślizgania i upadania na białym śniegu. Jeszcze trzy lata temu na myśl o wyjeździe w góry zimą, widziałam siebie leżącą na kocu przy kominku i popijającą wino, rum lub miód pitny...przechadzającą się po hotelowym lobby,pluskającą w basenie i w ostateczności spacerującą nieopodal miejsca destynacji. Tyle lat straciłam! Teraz pewnie byłabym świetną snowboardzistką, albo narciarką. Na razie jestem przeciętna, ale nie poddam się bez walki! Jednak bycie upartą jak osioł nie jest fajne i teraz już wiem, że trzeba otwierać się na nowe. Drugi sezon na desce i coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że za późno się za to wzięłam. Jeśli obawiasz się zimowego szaleństwa, to spróbuj chociaż raz. Uśmiech na początku miesza się ze łzami przerażenia, ale najcudowniejsze jest powracające uczucie jakby dziecięcej ciekawości. Pal licho, że ciało ciężkie, że w głowie mnóstwo blokad. To jak skok ze spadochronem dla bardziej tchórzliwych. No ze spadochronem to nigdy nie skoczę ;)!




Bilans wypadu - udane zakupy i obtłuczone całe ciało. Po powrocie naliczyłam jakieś 6 siniaków, a nadgarstek bolał jeszcze kilka dni. Było warto? No jasne! 

Na Instagramie - Coolturaikoty możecie czasami posłuchać moich kocich spraw i nie tylko. O tym, że Salem jest wiecznie głodny trąbię tam od rana do nocy, a on uskutecznia pobudki o coraz wcześniejszych porach. Czasami śmieję się, że to taki koci dzieciak jeszcze. Woła i woła dopóki nie wstaniesz i nie napełnisz misek. Misek? Zjada Januszowi resztki, bo przecież to marnotrawstwo, żeby tak jedzenie leżało i się kurzyło. 







W styczniu byliśmy w kinie na Jumanji: Przygoda w dżungli! Uwielbiałam jako dziecko ten film! Gra, która wciąga do środka graczy, niszczące miasto zwierzęta, sprytni gracze i cudowny Robbie Williams. Był wspaniałym aktorem. Jego rola w "Między piekłem a niebem" to jedna z moich ulubionych. Jumanji, The Rock, Kevin Hart, Jack Black...no ta obsada już zdradzała, że na tym filmie nie będzie ciarek, tylko niekontrolowane wybuchy śmiechu. Nie zawiodłam się. Film jest lekki, śmieszny i pozwolił nam miło spędzić wieczór oraz zjeść popcorn karmelowy. Lubicie taki? Ja mogłabym przez niego chodzić codziennie do kina.

Poza tym, nadal byłam radzieckim informatykiem, nadal nie rozgryzłam problemu mojego programu do montowania filmów i nadal wpatruję się w zdjęcia z naszej podróży do Rzymu, które chciałam opublikować po dodaniu filmów. Czas wziąć się do roboty! 

Mam nadzieję, że wkroczyliście w luty pełną parą, bo jeszcze chwilka i przyjdzie wiosna, cieplejsze będzie wiał wiatr! 



:). Zostaw po sobie ślad.

Komentarze

  1. Tez uwielbialam Jumanji i planuje zobaczyc najnowsza kontynuacje :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Na desce nie próbowałam, ale na nartach kiedyś jeździłam całkiem sporo. Po poważnej kontuzji prawego kolana przestałam. Ale wspomnienia zostały! Ta wolność.. ahhh!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Każda opinia jest dla mnie ważna :)

Popularne posty